Ekwador – kraj wulkanów (2)

Ekwador – znaczy równik. Kraj, w którym według zapewnień z internetu, najlepiej czują się kanadyjscy emeryci. Kraj niebosiężnych gór i słonecznego wybrzeża, przepastnej selwy i tajemniczych wysp Galapagos, od tygodnia elsplorujemy stolicę i okolice, dziś reszta.
Park Narodowy Cotopaxi – aby dostać się do Parku większość turystów korzysta z oferty agencji turystycznych. Cena takiej wycieczki jest bardzo wysoka: za jeden dzień z dojazdem do schroniska na 4800 m, zapłacimy 45 USD za osobę, jeżeli natomiast pokusimy się o wspinaczkę na szczyt wulkanu Cotopaxi (5897 m) zapłacimy za dwa dni 140 USD. Ja wybrałem znacznie tańszą opcję; wpierw przejechałem autobusem do drogi prowadzącej ku wejściu na teren Parku (wszystkie autobusy jadące do Quito; 20 min, 0,5 USD) a następnie wypożyczyłem rower za 10 USD (wypożyczalnia znajduje się 50 m od głównej drogi). Rowerem musiałem pokonać 30 km i 1200 m przewyższenia, aby znaleźć się na parkingu poniżej schroniska. Po drodze minąłem strażnicę Parku, płacąc 10 USD za wejście oraz górskie jezioro – Laguna de Limpiopungo. Podjazd rowerem na wysokość Mont Blanc wycisnął ze mnie ostatnie pokłady energii, jednak w schronisku udało mi się je zregenerować. Po krótkim odpoczynku ruszyłem w dół – polecam to każdemu żądnemu wrażeń turyście! W Parku Narodowym Cotopaxi pojawiłem się jeszcze raz, półtorej miesiąca później, tym razem z planem zdobycia wulkanu Cotopaxi. Cały sprzęt do wspinaczki wypożyczyłem w Quito (dwie wypożyczalnie znajdują się przy ulicy Reina Victoria). Stąd jeepem za 10 USD z poznanym wcześniej wolontariuszem z Rzeszowa, dotarliśmy pod schronisko. Wychodząc 200 m nad schronisko, przy lodowcu rozbiliśmy namiot. Po krótkiej drzemce wyruszyliśmy o godzinie 01:30. – Jeżeli nie pada śnieg nie ma problemu ze znalezieniem ścieżki – Niestety nas natura nie rozpieszczała dlatego musieliśmy zawrócić 300 m przed szczytem.
Banos – z Latacungi przejechałem tutaj autobusem, przesiadając się w miejscowości Ambato (2h; banios banos1,8 USD). Banos położone jest w strefie gdzie góry przechodzą w wilgotną Amazonię tzw. dżungla wysoka. Nocleg znalazłem nieopodal dworca autobusowego – Hostal Las Rocas (5 USD za jedynka z łazienką). Pierwszego dnia postanowiłem zwiedzić okolice miasta, idąc na północ od dworca, trafiłem na dolinę rzeki Pastaza i przerzucony przez nią most San Francisco. Most ten wisi 70 m nad spienionymi i mętnymi wodami górskiej rzeki. Idąc dalej w kierunku północnym, po 7 km dotarłem do punktu widokowego, z którego powinno być widać wznoszący się nad Banos, wulkan Tungurahua. Niestety gęsta mgła i silne opady deszczu nie pozwoliły mi na ujrzenie wulkanu. W czasie mojego pobytu w Banos, wulkan ten odznaczał się wzmożoną aktywności, wyrzucał popioły wulkaniczne i trujące gazy. Okoliczne miejscowości, łącznie z Banos były w stanie podwyższonego pogotowia i słusznie ponieważ 2 tygodnie później wulkan eksplodował, niszcząc kilka wiosek Niestety nie wszystkim udało się w porę ewakuować, wulkan pochłonął 60 istnień ludzkich. Kolejnego dnia zwiedzałem centrum miasta. Na uwagę zasługuje tutaj Basilica de Nuestra Senora z malowidłami ukazującymi Maryję, która ratowała miasto przed kataklizmami. Warte przejścia są szlaki biegnące na południe od Banos. Idąc ulicą Maldanado trafiłem na szlak prowadzący kilkaset metrów wyżej ku osadzie Runtun oraz punkcie Bellavista. Po kilkugodzinnej wędrówce odpocząłem w gorących źródłach, zlokalizowanych we wschodniej części miasta – Piscina de la Virgen (5:00-22:00; 2 USD). Ostatniego dnia pobytu w Banos wypożyczyłem rower (5 USD) i w deszczu zjechałem pod najbardziej znany wodospad Ek- wadoru – Palion del Diablo, położony 20 km na wschód od miasta. Pokonując drogę między Banos a wspomnianym wodospadem miniemy kilkanaście innych wodospadów spadających do doliny rzeki Pastaza. Aby poznać prawdziwy klimat regionu Oriente pro- ponuję wybrać się do miejscowości Puyo (2 h; 1,5 USD). Należy jednak pamiętać iż nie jest to miejscowość turystyczna, dlatego też wędrując po jej ulicach należy zwiększyć swoją uwagę.
Riobamba – z Banos dostałem się tutaj autobusem (2 h, 2 USD). Z dworca do centrum miasta musiałem przejść 2 km. W pobliżu centrum znalazłem niezbyt komfortowy hotel – Los Nevados (róg Leon Borja i Angel Leon; 5 USD), jedyną jego zaletą był widok na wulkan Chimborazo. To co zachwyca w Riobambie to kolonialna architektura i klimatyczne uliczki. W ciągu jednego dnia zwiedziłem większość zabytków miasta: Iglesia de San Antonio, Colegio Maldonado, Iglesia de la Concepcion, szczególnie warta zobaczenia jest Katedra oraz Parque Sucre.
Chimborazo – to najwyższy szczyt Ekwadoru mierzący 6310 m n.p.m., jest to również najdalej chimborazooddalony od wnętrza ziemi szczyt świata. Większość turystów dociera do Rezerwatu Chimborazo z agencją turystyczną, płacąc za jednodniową wycieczkę 30-35 USD. Ja wybrałem znacznie tańszą opcję, jadąc do schroniska na wysokości 5000 m autostopem. Istnieje jeszcze jedna możliwość dotarcia pod wulkan Chimborazo – w Riobambie wsiadamy do autobusu jadącego do Guarandy i wysiadamy po 45 km w oznakowanym miejscu. Za wejście do rezerwatu zapłaciłem 10 USD, tyle samo kosztuje nocleg w schronisku. Bez alpinistycznego sprzętu możemy wyjść jeszcze 300 m powyżej schroniska, do miejsca gdzie zaczyna się lodowiec.

nariz-del-diablo Nariz del Diablo  – to z języka hiszpańskiego nos diabła. Tym mianem określa się drogę kolejową prowadzącą z Riobamby do Sibambe,a dokładnie jej 10 km odcinek Alausi – Sibambe. Podróż tą drogą różni się od innych tym iż przez 5 h siedzimy na dachu pociągu. Pociąg odjeżdża z Riobamby w środy, piątki i niedziele o 7:00. Bilety można kupić na dzień przed odjazdem w godzinach 19:00-20:00 bądź od 6:00 w dniu wyjazdu (11 USD). Na stacji warto pojawić się jeszcze przed 6:00 rano aby znaleźć miejsce na dachu, ja byłem na dworcu kilka minut po 6 i miałem problemy z wolnym miejscem.
Cuenca – po podróży na dachu wylądowałem w miejscowości Alausi. Tu przenocowałem w rodzinnym hotelu Tequendama (Av 5 de Junio; 4 USD za jedynkę) i wyruszyłem z rana do Cuenci (5 h; 5 USD). Cuenca to trzecie co do wielkości miasto w Ekwadorze. Nazywane jest jego kulturalną stolicą i takie wrażenie odniesiemy, wędrując brukowanymi uliczkami pośród kościołów, caucamajestatycznych kamienic i teatrów. Kilka godzin zajęło mi szukanie noclegu, ponieważ ceny są tu porównywalne z Quito. W ostateczności wybrałem Hostel Grenada (róg Mariscal Sucre i Torres; 5 USD z łazienką na korytarzu i zimną wodą). Na zwie- dzenie Cuenci przeznaczyłem jeden dzień. Szczególnie warte zobaczenia są: główny plac miasta – Parque Calderon i wznosząca się nad nim potężna Katedra oraz targ kwiatowy zlokalizownay w pobliżu skrzyżowania Sucre i Padre Aguirre.
Park Narodowy Cajas – aby dostać się do Parku musiałem wsiąść w Cuence do autobusu, jadącego w kierunku Guayaquil. Należy jednak upewnić się czy takowy autobus jedzie przez Park, a kierowca będzie skłonny do zatrzymania się przy strażnicy Parku. Po 30min dotarłem do wejścia na teren Parku, tu po zapłaceniu 10USD przejechałem dalej pickupem do serca Parku, czyli jeziora Toreadora. W ciągu 3h obszedłem jezioro i odwiedziłem znajdujące się w pobliżu muzeum. Park Narodowy Cajas chroni wysokogórski płaskowyż z licznymi jeziorami, rzadko kiedy trafimy tu na słoneczną pogodę. Ja wędrowałem we mgle i deszczu. Park ten przypomina nieco nasze Tatry Zachodnie wczesną wiosną: pożółkłe trawy, kępki kwiatów i wystające wapienne turnie.
Machala – już sam przejazd z Cuenci (4 h; 4,6 USD) dostarczył mi niezapomnianych wrażeń. Była to najbardziej malownicza i zróżnicowana trasa jaką przemierzyłem w Ekwa- dorze. Za oknem autobusu podziwiałem m.in. skaliste góry, andyjskie łąki, kopulaste wzniesienia, głębokie wąwozy, tropikalną roślinność i plantacje bananowców. Po dotarciu do Machali szybko znalazłem hotel – Hostel Maria (5 USD z łazienką). Był to pierwszy hotel w którym większe znaczenie od ogrzewania odgrywała klimatyzacja. Machala która położona jest na wilgotnym wybrzeżu, pośród plantacji bananowców jest wielkim targiem. W każdym miejscu trafimy na sklepy czy uliczne stragany. Wędrując ulicami tego dusznego miasta musiałem mieć się na baczności, ponieważ nie jest to turystyczny region. Większość turystów nie zatrzymuje się tu na noc, tylko jedzie bezpośrednio do Peru. W Machali zakończyła się moja przygoda z Ekwadorem – po przenocowaniu udałem się do granicy z Peru.

Bartłomiej Klocek

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.