Duma z Saragossy?

Wojciech M. Wojnarowicz
Są obce nazwy, które zespoliły się z dziejami poszczególnych narodów tak bardzo, iż dla następnych pokoleń zdają się oznaczać miejsca na rodzimej ziemi. Jest to szczególnie widoczne u narodów, których los decydował się na polach wielkich bitew. Polski poeta uwiecznił to przekonanie wersem, iż wolność krzyżami się mierzy, mając oczywiście na myśli krzyże żołnierzy padłych w boju, w służbie ojczyzny. Tyle tylko, iż ta ojczyzna potrafi wysyłać swoich synów na misje, które ani z nią, ani z wolnością niewiele mają wspólnego.
Dla weteranów, a potem uczniów, dla zakochanych w historycznych romansach, całkiem po polsku brzmiały i nadal zdają się brzmieć: Somosierra, Monte Cassino. Czy zaliczylibyśmy do nich Saragossę?
20 grudnia 1808 roku trzy pułki Legii Nadwiślańskiej w służbie cesarza Francuzów, idąc “z ziemi obcej” do Polski, rozpoczęły udział w “drugim oblężeniu” Saragossy.
Dla Polaków Napoleon był jedyną nadzieją wydarcia Rosji, Prusom i Austrii niepodległości. Nie dlatego, iż Najjaśniejszy Pan specjalnie losem Polski się przejmował, ale dlatego, iż w ramach rozbijania wrogiej mu koalicji stawał się sprzymierzeńcem naszej sprawy. Jedni w dobrą wolę Cesarza wierzyli szczerze, inni szli za głosem dowódców, zdając się na ich rozeznanie, jeszcze inni nie mieli złudzeń, ale szli, aby nie ulec bez walki. I maszerowali Polacy w cesarskich szeregach, gdzie ich polityczne plany “Boga Wojny” raczyły rzucić. W roku 1808 Napoleon uderzył w Hiszpanię.
Rok 1812, wyprawa na Moskwę miała dla nas sens, choć zakończyła się katastrofą; obecność polskich szwoleżerów i legionistów na frontach Wojny na Półwyspie Pirenejskim jest jednakże historycznym kuriozom. Oto żołnierze-piel- grzymi, bez własnego państwa walczący o swoją wolność stali się narzędziem imperialnego podboju. I oto znaleźliśmy się w krwawym oblężeniu dzielnego miasta, które już raz, pół roku wcześniej Francuzów powstrzymało. Tym razem trzy korpusy napoleońskie, w sile 45 tysięcy ludzi zamierzały dokończyć dzieła.

Dla polskiego historyka, studenta lub choćby czytelnika uderzający w tytanicznej walce nieugiętych obrońców z zażartymi agresorami musi być kontekst religijny starcia. Oto Polacy, wierni Jasnogórskiej Pani walczą w szeregach armii rewolucyjnej Francji, która walkę z religią katolicką uznała za jeden ze swoich celów. Hiszpanie uważali Francuzów za bezbożników, służących piekła, co nie było dalekie od prawdy, bo okrucieństwo francuskich pacyfikacji ludności cywilnej przechodziło wszelkie pojęcie. Kościoły zaś i klasztory zamieniano w magazyny dla wojska lub stajnie. Profanacje miejsc kultu były powszechne.
Co najciekawsze, obrońcy Saragossy szukali wsparcia swej najświętszej sprawy w taki sam sposób, jak czynili to przez stulecia Polacy – poprzez odwołanie się do pomocy Matki Chrystusa – Bogarodzicy. Maryję ogłoszono “Generalissimą” miasta i twierdzy. I walczono do momentu, kiedy głód i zaraza uczyniły obronę niemożliwą. Walki uliczne toczyły się często w świątyniach, gdzie obrońcy trwali do ostatka przy ołtarzach lub barykadowali się w klasztornych wieżach, jak w konwencie San Agostino. Malarze uwieczniający ten moment historii chętnie eksponują ów symboliczny, religijny aspekt bohaterskiej walki o każdy zaułek niezłomnego miasta. Kiedy 21 lutego 1809-go doszło do kapitulacji, na ówczesne warunki straty obrońców były horrendalne – 20 tysięcy wojska oraz 35 tysięcy cywili. Czy jesteśmy z tego sukcesu naszych wojsk dziś dumni?
Weteranom Misji Zagranicznych
Dlaczego o Saragossie, akurat o tej rocznicy? Tak się człowiekowi czasem skojarzenie dawnej i nowej historii nasuwa. 20 grudnia, w trzecią rocznicę krwawego zamachu na naszych chłopców w Ghazni, Pani Premier Kopacz otworzyła w Warszawie Dom Żołnierza – Weterana Misji Zagranicznych. To instytucja mająca zarazem upamiętniać ofiarę dziesiątków tysięcy polskich weteranów rozmaitych operacji wojskowych, jakie po 1945-tym roku Polska prowadziła poza granicami kraju, zwłaszcza zaś ponad 11 tysięcy z ostatnich dwóch dekad. Dom ma być centrum profesjonalnej pomocy medycznej, psychologicznej i zawodowej dla tych weteranów, w psychice których wojna pozostawiła głębokie ślady. A jak twierdzą sami ci, którzy z misji wrócili, nikt nie wraca z wojny taki sam. Plac przed budynkiem Centrum zdobi zaś pomnik poświęcony poległym na misjach, 44 w Afganistanie, 28 w Iraku.
Wysyłanie wojsk w międzynarodowych koalicjach na wojny, które nazywamy zgodnie z polityczną korektą “misjami stabilizacyjnymi” jest nowym polskim doświadczeniem. Ponieważ technicznie nie byliśmy z nikim w stanie wojny, trzeba było znaleźć odpowiednie formuły oznaczania służby, nadawania nagród, ceremoniał sprowadzania do kraju ciał poległych. Konieczne stało się także wypracowywanie nowych form pomocy powracającym – stąd Centrum Weterana.
***
Tu, w Ameryce Północnej przyzwyczajeni jesteśmy, iż w okresie świątecznym składamy życzenia ludziom w mundurach, służącym we wszystkich zakątkach świata. W polskiej tradycji do niedawna takiej potrzeby pamięci o żołnierzach nie było. Ale dziś już, niestety, jest. Zasiadając do Wigilijnego stołu, wspominając najbliższych w Kraju, pomyślmy i o tych chłopakach i dziewczynach, w kanadyjskich i polskich mundurach, służących Ojczyźnie z dala od kraju.
Składam Szanownym Czytelnikom Życzenia Radosnych i Pogodnych Świąt Bożego Narodzenia.
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.