Duch Monachium w Genewie?

Wojciech M. WojnarowiczDogadali się, Obama z Putinem? Zobaczymy. Na razie widzimy, jak Rosja Putina i Miedwiediewa likwiduje krok po kroku suwerenność sąsiedniego (pseudo?) państwa, które przegniło do takiego stopnia korupcyjnymi układami, że jego właSni obywatele, zwłaszcza ci w wojskowych mundurach, przechodzą masowo na stronę Kremla.
Wiemy już też, iż ani NATO, ani UE nie mają najmniejszej chęci przeciwstawić się polityce Kremla czymkolwiek więcej niż papierowymi deklaracjami. Jedynie Kanada, z niespotykaną energią i oddaniem, podnosi larum; otwarcie i bez ogródek oskarża Rosję o agresję, złą wolę i sabotaż nadchodzących wyborów nowych władz w Kijowie. Głos Ottawy jednakże nikogo z jej zachodnich so- juszników nie wzrusza!
Neutralizacja Ukrainy, na rosyjskich warunkach, czyli likwidacja wielkiego planu – Waszyngtonu czy Warszawy??? – wciągnięcia (choćby na siłę, wbrew woli mieszkańców jej wschodnich prowincji!) Ukrainy do UE i tym samym osłabieniu szans na odbudowę Imperialnej Rosji, wzięły spektakularnie w łeb. Nie będzie Ukrainy w UE! Nie będzie, bo staje się jasne, że ani UE, ani USA nie miały aż tak ambitnych planów, a jeśli miały, to pod światłą prezydenturą Obamy, w ramach resetu, “zresetowano” pozytywnie rosyjskie ambicje odbudowy Imperium!  Manewry jednej amerykańskiej kompanii w Polsce realiów nie zmienią. Go ‘bama!!!!

Crombie czy Mahoney?

W codziennym natłoku informacji o sprawach, na które kompletnie nie mamy wpływu i które w sumie mało nas dotyczą, giną sprawy bezpośrednio wpływające na stan naszych portfeli.
Rozpoczyna się ważna dla nas, mieszkańców Mississauga, municypalna kampania wyborcza. Konkurs o objęcie fotela burmistrz/a miasta Mississauga, po niezliczonych dla przeciętnego wyborcy ‘dekadach’ rządów Pani Mayor, Hazel McCallion, bardzo powoli przebijają się do świadomości mieszkańców płacących tu podatki. Jest to jednakże gra warta świeczki. Na razie w wyborcze szranki stają byli liberalni posłowie, z dużym doświadczeniem i chyba zapasem niespełnionych ambicji.
Jest więc: – “in the red corner” – Steven Mahoney, którego lokalna, polityczna maszyna zwalczała i zwalczyła w końcu byłą pretendentkę do schedy po Hazel, nieokiełznaną liberalną “fighterkę”, Carolyn Parrish. A w “drugim, czerwonym narożniku” rozgrzewa się do starcia Pani Bonnie Crombie. To inna była gwiazda ontaryjskiej drużyny Jean’a Chretiena.
W Kanadzie są zatem dwie drogi politycznej kariery. Ta mozolna, zaczyna się od wyborów municypalnych, wiedzie przez nudnawe na co dzień, funkcje radnych szkolnych, miejskich, burmistrzów – aby sięgnąć parlamentarnych szczytów w Ottawie. Tak np., zrealizował się były burmistrz Toronto, Art Eggelton.
Dziś widzimy niejako odwrotny wzór kariery. Szybki wzlot, wygrane wybory federalne i kilka kadencji spędzone w Ottawie, w rozmaitych parlamentarnych układach, ocieranie się o ministerstwa, po czym wyborcza porażka i “lądowanie” w municypialnej polityce, która rządzi się swoimi, nazwijmy to parafialno-deweloperskimi zasadami.
Wybory miejskie interesują wyborców stosunkowo słabo, stąd niska frekwencja, natomiast są bardzo dociążone lokalnymi interesami. Dla dewelopera komercyjnego projektu jest obojętne, kto zarządza sprawami zagranicznymi kraju; kluczowa jest natomiast postawa lokalnego radnego, który w komitecie “of adjustment” może zablokować obniżenie krawężnika na wyjazd z parkingu! I masz babo placek, projekt komercyjnej ‚plazzy’ wali się, zanim popłynął jeden dolar zysku. Przeciętni zjadacze chleba pojęcia nie mają, o jak wielkie pieniądze toczą się spory w lokalnych municypiach, jak wielkie rządowe kontrakty zależą od lokalnych politycznych konstelacji. Pozycja radnego, teoretycznie wolna jest od partyjnych lojalności. Rightly so! Lokalny biznes płaci swoje daniny prowincji i Ottawie, ale w swoim mateczniku ma pozycję “suwerena”. Kto płaci, ten wymaga! I dlatego byli federalni politycy znakomicie odnajdują się w gąszczu polityki municypialnej. W końcu, kiedyś ci sami deweloperzy i lokalni liderzy wspomagali ich polityczne początki. Czas na rewanż!

WMW

PS. Z pewnym opóźnieniem żegnam zmarłego Ministra Finansów Kanady, Jima Flaherty’ego. Miałem swego czasu zaszczyt pracować w Jego kampanii, kiedy sięgał po szefostwo ontaryjskiej konserwy. Przegrał z politykiem przypadkowym, wyłonionym w zakulisowych “kabałach” grup interesów, który jednakże fortuny konserwy w Ontario nie uratował. Ironią losu – otworzyło Mu to drzwi do polityki federalnej, gdzie stał się architektem konserwatywnej strategii odbudowy i stabilizacji kanadyjskich finansów.
Eksperci zapewne spędzą najbliższe lata na analizach i rewizjach analiz kierunków polityki finansowej przyjętej przez Flaherty’ego. Daleki od mentalnych rygorów doktrynera, były federalny Minister Finansów potrafił odejść od standardowych rozwiązań, wskazywanych przez  neokonserwatywnych guru, aby odpowiednio stymulować kanadyjską gospodarkę. Potrafił w trudnych czasach dbać o interes przeciętnego podatnika, a rozmaite raty podatkowe obniżał ponad 150 razy!
Jim Flaherty reprezentował swoim politycznym życiem wartości, które coraz trudniej odnaleźć wśród dzisiejszych polityków. Osobista uczciwość, prostolinijność, a do tego twarda postawa wobec szefostwa partii, a kiedy zachodziła taka potrzeba – nawet wobec Premiera – charakteryzowało postawę całkowitego oddania się interesom kraju. Flaherty kierował się w polityce nie tyle abstrakcyjnymi doktrynami, lecz prymatem zapewnienia dobrobytu jego obywateli. Dlatego też w powszechnej pamięci Jim Flaherty przejdzie do historii Kanady jako jeden z  najlepszych Ministrów Finansów rządu JKM.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.