De politica… Vienna A.D.1683 (cz.II)

NB. Tak się nam złożyło, że gdy przypominamy Naszym miłośnikom historii pewne detale najsławniejszej kam- panii w historii oręża polskiego, na naszych oczach rozgrywa się kolejna, nie mniej epokowa (myślę) “bitwa o Wiedeń”. Czy Austriacy ogarną się i pozostaną sobą, chrześcijańską, germań- ską w swym rdzeniu, europejską wspólnotą, czy też zamażą w politycznym oślepieniu owo cywilizacyjne zwycięstwo Sobieskiego?! Czy w Katedrze św. Stefana (jak w murach Św. Zofii, w Konstantynopolu) zabrzmi niedługo, nieodwołalnie, wołanie muzzeina?
Z Galicji część moich rodzinnych korzeni i tę mityczną, cesarsko-królewską Galicję, z nieodzownym mitem “naszego” cesarza, Franciszka Józefa, wyniosłem z rodzinnych opowiadań. Dziad mój nawet zdążył służyć w c.k. armii, jako młodziutki strzelec alpejski, pod Isonzo. Stąd patrzę na Austrię podobnie, jak miliony ludzi, których korzenie sięgają od Lwowa po Adriatyk, od Alp po Karpaty.
Po klęsce w Wielkiej Wojnie Sprzymierzeni (biurokraci) nie bardzo wiedzieli, co począć z resztką wielkiego imperium, zaczątkiem takiej sua generis, europejskiej federacji, która się właśnie rozpadła wedle etnicznych granic. I wymyślono, iż austriaccy Niemcy nie mają prawa do samookreślenia, wbrew zasadom Wilsona, bo są… Niemcami. I nie wolno im przyłączyć się do Państwa Niemieckiego. Mają być… Austrią, czyli narodem wywiedzionym z terytorium dynastycznego, które nigdy żadnym Państwem nie było, bo nie mogło. To tak, jakby Polakom z Litwy kazać stworzyć… polską Litwę. Po co?
Polityka to sztuka realizacji interesów (imperialnych!!!), zatem brytyjscy oraz francuscy dyplomaci stworzyli nowe państwo w środkowej Europie, państwo wówczas (!) sztuczne, twór polityczny o tak słabych korzeniach, że to od niego musiał zacząć się “marsz pokonanych” po wielki rewanż za WWI. Austria była zawsze krajem, ale związkowym, potrzebowała większego organizmu do swego istnienia, jako cywilizacyjne i administracyjne centrum. Jak owe, mutatis mutandis, sztuczne, administracyjne miasta: Ottawa, Canberra, Brasilia.
Wspomnijmy niemiłą, politycznie nieprawidłową prawdę: Anschluss’38 witano w Austrii jako dziejową sprawiedliwość. Swój do swego, skoro mogli zjednoczyć się Polacy czy Południowi (Jugo) Słowianie, to czemu nie my? Warto pamiętać to dziś, kiedy wyborcze kartki mają potencjał meblowania na nowo Europy.

VIENNA, AUSTRIA – OCTOBER 17: Austrian Foreign Minister and leader of the conservative Austrian People’s Party (OeVP) Sebastian Kurz

Austria w październiku 2017, po szokujących dla EUlewaków, wyborach, być może odegra znowu ważną role, wsparcia pro-europejskiego ruchu małych krajów Europy Środkowej, państw Wyszehradu i okolic, broniących swej – a w konsekwencji – EUropejskiej, narodowej podmiotowości.
A teraz powrót do tekstu sprzed tygodnia.

***
Wśród szlachty program odzyskania utraconych posiadłości na wschodzie cieszył się wielkim poparciem, do czego dochodził silny czynnik religijny. Pokój zawarty w Żórawnie, w 1676 nikogo nie zadowalał. Kiedy więc na początku 1683 roku Turcja rozpoczęła koncentrację wojsk na Bałkanach, doszło do finalizacji umowy sojuszniczej z cesarzem Leopoldem. Wtedy to stronnictwo francuskie otrzymało tajne polecenie storpedowania wojennych planów Sobieskiego.
System polityczny Rzeczpospolitej szlacheckiej pozostawiał w zasadzie kierownictwo polityki zagranicznej w rękach królew- skich, kontrolę nad wojskiem powierzał jednak Sejmowi. Tylko Sejm miał prawo uchwalać podatki na kampanie wojenne. Zdobycie zgody posłów na takie obciążenie nie było łatwe. Szef stronnictwa francuskiego, wpływowy podskarbi wielki koronny, Jan Andrzej Morsztyn miał już gotowy plan zerwania obrad Sejmu, a przez to praktyczne uniemożliwienie jakiejkolwiek mobilizacji. I francuska intryga, będąca sabotażem na rzecz gotującej się do zdobycia Wiednia Turcji, była bliska powodzenia. Gdyby nie jeden szczegół. Otóż tajna gra francuska była Janowi III doskonale znana. A stało się tak dzięki niespotykanym talentom łamania dyplomatycznych szyfrów pewnego mnicha, Michała Antoniego Hacki’ego, z cysterskiego opactwa w Oliwie. Będąc zaufanym sekretarzem króla Jana III, otrzymywał on regularnie do wglądu od generalnego poczmistrza Prus Królewskich, Kurlandii i Inflant, Pawła Gratta, całą korespondencję dyplomatyczną. Dzień po dniu, pracowicie odszyfrowywał tajne instrukcje, między innymi te przekazywane przez ambasadora Francji w Polsce, Pana de Vitry. Dzięki temu król Jan wiedział zawczasu, kto, co, (i za ile luidorów) będzie na sali sejmowej w Warszawie przeciw królewskim planom mówił. W odpowiednim momencie ujawniono panom posłom kompromitujące listy obcego dworu, a spiskowcy oskarżeni o zdradę interesów Rzplitej, ledwie z życiem uszli przed gniewem poruszonej braci szlacheckiej. Sam podskarbi Morsztyn ratował gardło ucieczką do Francji. Odpowiednie sumy podatków uchwalono i choć samo ich zebranie było czasochłonne, to mając w perspektywie ich napływ, Sobieski mógł ruszać z mobilizacją, pokrywając bieżące wydatki z własnej kiesy oraz obiecanych (i dostarczonych tym razem) subsydiów cesarskiego sojusznika. Można było zarządzać mobilizacje pod Krakowem. Cdn.
WMWojnarowicz

 

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.