Czarna Wołga – czyli czas na wiosenne porządki 

Nie wiem czy zastawiali sie państwo nad tym, że według dzisiejszych mądrości już dawno wszyscy powinniśmy nie żyć. No bo jako małe dzieci piliśmy mleko, absolutnie nie zdając sobie sprawy z jego szkodliwych właściwości. Do tego nasi równie nieuświadomieni rodzice podawali nam je w butelce do której budowy użyto tak zwanych policarbonated plastics – które teraz okazują się trujące. Jako małe bobaski siedzieliśmy w kołyskach z materacami do których produkcji używano formaldehydehydu, antymonu i PBDE (cokolwiek to oznacza). Samo łóżeczko zrobione było z drzewa, do którego konserwacji użyto formaldehydu, lub związków mocznika,  a na koniec pomalowano farbą zawierającą ołów. A jak już się człowiek wysupłał z kołyski to zaczął  raczkować po dywanie nie bacząc na to, że w dywanie koncentrowały się tzw. VOC – Volatile organic Compounds. Od czasu do czasu zboczyło się z dywanu na podłogę pełną „śmiercionośnych” zarazków, grzybów i roztoczy. Czasem na tej podłodze przyszło dokonać pierwszego w życiu kontaktu z twardym podłożem. Ściany pokryte były farbą zawierającą ołów.

A później przyszedł czas gdy dodaliśmy sobie grę w piłkę bez tzw. adult supervision, jeździliśmy na rowerze bez kasku, a także chodziliśmy na sanki także bez wszelkigo rodzaju kasków, ochrony ko-lan, czy innych udogodnień. Od czasu do czasu zdarzyło się komuś „szczelić gębą” o podłoże i cóż było robić – wstał człowiek, otrzepał się i poszedł dalej zadowolony, że nikt się z niego nie śmiał. A potem oczywiście wycieczki do ogródka sąsiada na wiśnie, czereśnie czy inne ogórki, które o zgrozo dzisiejszych purystów spożywaliśmy nie myte, nie bacząc na to, że pokryte są przez całe tabuny bakterii. Czasem taka wycieczka kończyła się laniem przy pomocy pasa, kija czy w moim przypadku pocięgła. I szliśmy spać bez żadnego trauma councillora, który by patrzył czy aby nie zostaliśmy  – emotionally scarred for life. Aż dziw, że się gdzieś ktoś uchował. Z tymi, którzy jednak, gdzieś przetrwali chciałbym podzielić się kilkoma informacjami.

Nadchodząca wiosna jest najlepszym czasem na dokonanie procesów detoksyfikacji, czyli odtruwania naszego organizmu ze szkodliwych związków chemicznych, a także produktów przemiany materii, które nasze ciało nie było w stanie usunąć dotychczas normalną drogą. Szkodliwe produkty przemiany materii zwykle gromadzą się początkowo w wątrobie, a kiedy nie ma już tam miejsca są „wysyłane” do tak zwanej tkanki łącznej, budującej kości chrząski (między innymi stawowe), a także więzadła. Kto nie spał na lekcji chemii pamięta zapewne, że substacje toksyczne możemy podzielić na rozpuszczalne w wodzie i rozpuszczalne w tłuszczach. Zwłaszcza te ostatnie stanowią duże zagrożenie, kiedy na przykład wydostaną się do krwioobiegu w czasie „odchudzania”. Wiosenna detoksyfikacja organizmu jest procesem dosyć złożonym, który nie powinien być wykonanywany bez odpowiedniej  ”supervision”. Zwykle rozpoczynamy go od enzymatycznego odtruwania tkanek, aby później przejść do usuwania szkodliwych substancji z limfy i krwioobiegu, aby dopiero w końcu odtruć wątrobę i nerki. W przypadku przeprowadzenia terapii odtruwających należy także pamiętać o skórze, czyli najrozleglejszym organie nie tylko pokrywającym całe ciało, ale także biorącym udział w detoksyfikacji. Programy detoksyfikacyjne są bardzo indywidualne dobrane do stanu zdrowia pacjenta, jego wagi oraz kondycji fizycznej.

A tak a propos to Czarna Wołga miała chwytać nieuważne dzieci i wysysać krew….

Dr.  Andrzej Salaniuk N.D.
Tel. 416-830-0626

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.