Co to znaczy być nauczycielem (polskim) w Kanadzie?

Tegoroczne obchody 150-rocznicy powstania Konfederacji Kanady realizują się w rozmaitych inicjatywach, z których lwia częśc może być zakwalifikowana jako edukacyjne. Nie ma w tym nic dziwnego, obecna Kanada to mozaika wymagająca sączenia w nią edukacyjnego spoiwa.

A jak wieloraka jest ta mozaika, najlepiej mogą zaświadczyć… nauczyciele naszych pociech. Przyszło mi na myśl, żeby uwiecznić ten nasz, polonijny wkład w tworzenie nowego społeczeństwa. Wszak wśród stutysięcznych rzesz nauczycieli, w Ontario choćby, całkiem sporo jest i nas, imigrantów oraz naszych dzieci. I tak narodził się pomysł stworzenia na łamach Życia“ specjalnej sekcji – którą roboczo, z braku lepszego tytułu, nazywam P/C Teacher Registry. Polish-Canadian, Polish-Catholic,  Polish-contemporary – jak kto woli. Chodzi o ludzi o polskich korzeniach, którzy wnoszą specyficzną „wartość dodatkową“ do edukacji młodych Kanadyjczyków.
Mam nadzieję, że stworzymy razem z Czytelnikami zbiorowy portret polskich nauczycieli, wzbogacających na tysiące sposobów nasz Kraj osiedlenia.
***
Wydaje mi się, iż większość polskiego bractwa belferskiego, niejako naturalnie, zakotwiczona jest w systemie katolickim Ontario. Zaczynam zatem naszą serię zadziornym pytaniem do Kolegi i Przyjaciela, Darka Ziemnickiego, chyba dobrze znanego w środowisku polonijnym, zwłaszcza parafialnym, Mississauga i Brampton. Już choćby jako wieloletni organizator „Marszu dla Życia“ ze swojej szkoły St. Augustine, ma On coś ważnego do powiedzenia na pytanie: „Co to znaczy być nauczycielem katolickim?“
Dariusz Ziemnicki: Odpowiadając na to pytanie, postaram się ograniczyć do moich własnych doświadczeń i ontaryjskiego systemu edukacji.
Od 16-u lat uczę w katolickiej szkole średniej, ale miałem też krótki epizod pracy w szkole publicznej jako nauczyciel-praktykant. Te dwa systemy mają oczywiście wiele cech wspólnych, ale też w kilku aspektach zdecydowanie się od siebie różnią. Dla zobrazowania tych różnic przytoczę pewien przykład. Otóż w trakcie moich praktyk nauczycielskich poprzedzających otrzymanie ontaryjskiej licencji nauczycielskiej, zostałem poproszony o przygotowanie cyklu pogadanek, dla uczniów klasy 5, na temat kształtowania i rozwoju pozytywnych cech charakteru takich jak: uczciwość, miłość, współczucie, odwaga, itp.. Zadanie to wydało mi sie miłe, łatwe i przyjemne i po dwóch dniach położyłem na biurku mojego mentora 7 konspektów pogadanek na temat cnót teologicznych i kardynalnych. Wprowadzeniem do każdej pogadanki miała być jedna z przypowieści Jezusa. Bardzo podekscytawany i zadowolony z siebie, spodziewałem sie więcej niż pozytywnej reakcji mojego mentora. Niestety, zamiast pochwały zobaczyłem jak moje” wypieszczone” konspekty wylądowały w koszu na makulaturę. Widząc moje zdziwienie, niedowierzanie i pewnie coś jeszcze, ów mentor wycedził tylko przez zęby „żadnych odniesień do Boga”. Mimo, że była to szkoła publiczna, nie mogłem pojąć dlaczego musiałem zrezygnować z tak świetnego materiału dydaktycznego jak przypowieści biblijne.
Dziś jestem nauczycielem katolickim. Jest to dla mnie środowisko o wiele bardziej naturalne niż szkoła publiczna, właśnie ze względu na swoją katolickość. Szkoły katolickie realizują generalnie ten sam program nauczania co szkoły publiczne, ale sposób przekazywania wiedzy i podejście do ucznia jako podmiotu nauczania odzwierciedla a przynajmniej powinno odzwierciedlać nauczanie Magisterium Kościoła Katolickiego. Jako przykład może tu posłużyć szeroko dyskutowany od blisko dwóch lat program nauczania o seksualności i relacjach międzyludzkich (Sexual Education). Odpowiednikiem przekazującym te treści nauczania w szkołach katolickich jest program (Fully Alive), zatwierdzony przez Konferencję Biskupów Kanady, który w odróżnieniu od (Sexual Education) definiuje seksualność człowieka jako integralny aspekt istoty ludzkiej obok sfery intelektualnej, socialnej i duchowej. To holistyczne podejście do edukacji i do ucznia jako podmiotu procesu nauczania, w moim przekonaniu najbardziej odróżnia system edukacji katolickiej od systemy edukacji publicznej.
Co zatem znaczy dla mnie być nauczycielem katolickim?
Próbując zdefiniować to określenie i zrozumieć moją rolę w procesie kształcenia i wychowania młodego pokolenia, znalazłem dość dawno temu fragment homilii Jana Pawła II, wygłoszonej na Filipinach w roku 1981. Papież powiedział wtedy:
„Świat dzisiaj potrzebuje widzieć twoją miłość do Chrystusa; potrzebuje świadectwa religijnego życia: jak powiedział kiedyś Paweł VI: „Współczesny człowiek chętniej słucha świadków niż nauczycieli, a jeśli słucha nauczycieli to dlatego , że są świadkami”. Jak powiedział Św. Paweł: „Ty jesteś listem od Chrystusa… napisanym nie atramentem, ale Duchem żywego Boga, nie na tablicach kamiennych, ale na tablicach ludzkich serc.”
A więc świadectwo. Bardzo to zobowiązujące i trudne. Muszę dawać świadectwo nie tylko w klasie czy sali wykładowej, ale i na boisku, w czasie wycieczki szkolnej i podczas sobotnich zakupów z żoną. Bo uczę nawet kiedy nie uczę, to znaczy kiedy nie jestem w pracy a moi studenci to jak moje rodzone dzieci, powierzone mi przez ich rodziców jak surowe diament powierzone szlifierzowi aby wydobył z nich całe piekno. Muszę je kochać ale i od nich wymagać.
– „Hej kolego, po co tak pompatycznie!?“
To nie pompa, to prawda. Trudna i zobowiązująca, czasem za trudna prawda. Ale przecież nikt mi nie mówił, że być nauczycielem jest łatwo. Tak jak nikt mi nie mówił, że jest łatwo być katolikiem. (…)
Cdn.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.