Charlie, Charlie…

Zamachowcy uderzyli w redakcję pisma Charlie Hebdo, ponieważ jest ona symbolem  wolności Francji. Ale nie uda im się zabić naszych wartości.
W środę do księgarń trafiła najnowsza powieść Michela Houllebecqa Soumission (Poddanie). To był czas Houllebecqa, zwłaszcza, że jego wydawcy zadbali, by ta prowokacyjna książka, opisująca Francję roku 2022 jako islamską republikę nie schodziła z pierwszych stron gazet i by budziła jak największe kontrowersje.
W środowy poranek Houllebecq przywitał słuchaczy francuskiego radia, wyjaśniając, że w przeciwieństwie do tego, co powiedział w 2010 roku „islam wcale nie jest najgłupszą religią” oraz, że „jest miejsce na dialog”. Zapytany, czy jego powieść ma za zadanie straszyć ludzi, odparł – „najbardziej przerażającą częścią powieści są akurat momenty przed dojściem muzułmanów do władzy”.
Według Houllebecqa „bezgraniczna pogarda”, jaką obecnie Francuzi darzą polityków, sędziów i dziennikarzy jest bardziej przerażająca niż perspektywa wyboru uczciwego muzułmanina na prezydenta.

Nous-sommes-charlie-511
Lekkie, a jednocześnie śmiertelnie poważne komentarze pisarza pobrzmiewały trzy godziny później, gdy dwóch uzbrojonych mężczyzn wtargnęło do redakcji Charlie Hebdo i dokonało egzekucji na 12 osobach, podczas masakry, jakiej od dziesięcioleci nie widział Paryż. Szybko stało się jasne, że zamachowcy wymierzyli w ten sposób karę wolnym duchom, którzy nie tylko odważyli się przedrukować 10 lat temu karykatury Mahometa z duńskiej prasy, co wywołało brutalne protesty, ale też nigdy nie zmienili swojej postawy.
To tyle, jeśli chodzi o „miejsce na dialog”. Zszokowani Francuzi szybko zapomnieli o zaletach umiarkowanego islamu, które uprzejmie wskazywał Houllebecq. Media zdominował temat islamu radykalnego. Ponownie.
Mój amerykański kolega zapytał mnie, czy atak na redakcję Charlie Hebdo może być porównywany z atakami 11 września. Między tymi zdarzeniami jest duża różnica. Mimo że atak zszokował Francję, z uwagi na cel oraz liczbę ofiar, to tak naprawdę nie był dla nas zaskoczeniem. Od dawna żyjemy w poczuciu zagrożenia.
Francja była świadkiem wielu barbarzyńskich aktów terroru, np. gdy Mohammed Merah zabił siedem osób, w tym troje uczniów w żydowskiej szkole, trzy lata temu w trzech oddzielnych atakach na południowym zachodzie Francji.
Nasi dziennikarze i pracownicy organizacji pozarządowych byli porywani i mordowani w Syrii oraz Afryce. Wiemy, że nasze zaangażowanie w walkę z Al-Kaidą i Państwem Islamskim w Afryce i na Bliskim Wschodzie – które cieszy się masowym poparciem – sprawia, że znaleźliśmy się na celowniku radykałów żądnych zemsty. Wiemy o sukcesach Państwa Islamskiego w akcjach rekrutacyjnych prowadzonych w naszych meczetach, które wyprowadziły ponad tysiąc francuskich dżihadystów na fronty Syrii i Iraku.
Mimo to mamy też dużą, spokojną i niezradykalizowaną społeczność muzułmańską, która żyje razem z nami. Zaraz za katolicyzmem, islam jest drugą, co do wielkości religią we Francji. To we Francji znajduje się największa społeczność muzułmańska oraz największa społeczność żydowska w Europie. Aby zadbać o względną szczęśliwość wszystkich obywateli postawiliśmy na sekularyzm. Dlatego do naszej triady – liberte, egalite, fraternite, dopisaliśmy laicite.
Francja jest krajem, w którym w publicznych szkołach muzułmanki nie mogą nosić chust, a żydzi jarmułek. To kraj, gdzie uprzejmie wyprasza się parę z paryskiej opery podczas Traviatty, po tym jak kobieta odmawia odsłonięcia twarzy – do czego obliguje ją prawo. To wszystko nie budzi sympatii arabskiego świata, ale u nas jakoś się sprawdza – muzułmanki przychodzą do szkół z odsłoniętymi twarzami, a wspomniana para opuściła operę bez protestów.
Ale Francja to także kraj magazynu „Charlie Hebdo”. Liczące sobie 45 lat pismo satyryczne jest na wskroś francuskie, w swej prześmiewczej prowokacyjności, w nie do końca smacznym, ale inteligentnym humorze i w obalaniu wszelkich tabu. Popularność rysowników, którzy zginęli w środę pod gradem kul, wybiegała daleko poza pismo. Byli to autorzy legendarnych postaci rysunkowych z komiksów dla nastolatków i stron opiniotwórczych gazet. Regularnie pojawiali się w także w telewizji.
Ekipa Charlie Hebdo uparcie stała na swoim, gdy po opublikowaniu karykatur Mahometa, zaczęła otrzymywać pogróżki. W 2011, po kolejnej prowokacyjnej okładce, z nagłówkiem „Charia Hebdo”, redakcja została podpalona. Dziennikarze chwilowo przenieśli się do siedziby „Liberation”, a następnie do nowego biura. Niezastraszeni nadal robili swoje. I z równą zjadliwością traktowali rabinów, księży, imamów, sportowców czy polityków.Charb
„To może zabrzmieć pompatycznie, ale wolę zginąć, stojąc, niż żyć na kolanach” – powiedział dwa lata temu, w rozmowie z Le Monde Charb, czyli redaktor naczelny pisma, Stephanie Charbonnier (na zdj. po prawej). W środę jego słowo ciałem się stało.
We wzruszającym hołdzie, złożonym za pośrednictwem telewizji, Robert Batinder, były minister sprawiedliwości, który w 1981 przewodził kampanii na rzecz zniesienia kary śmierci, powiedział, że rysownicy, nasze kochane łobuzy, byli „prawdziwymi bohaterami” ponieważ „walczyli o wolność”.
I to właśnie dlatego Francja jest w szoku. To nie jest ślepy akt terroru. To jest terroryzm wymierzony w samo serce francuskiej tożsamości. Mohammed Merah zaatakował żydowskie szkoły i muzułmańskich imigrantów, którzy wstąpili w szeregi francuskiej armii, ponieważ są to symbole naszej różnorodności kulturowej. W środę terroryści zaatakowali redakcję Charlie Hebdo, ponieważ jest to symbol naszej wolności.
Co więc powinniśmy zrobić, będąc rozdartymi pomiędzy umiarkowanym, a radykalnym islamem? Jak w ogóle powinniśmy sobie radzić z islamem? Atak na Charlie Hebdo to „nie tylko zbrodnia, ale także pułapka” – ostrzegł Batinder. Pułapka oczywiście polega na tym, by nie pomylić radykalnego islamu z umiarkowanym. Tak jak przewodnicząca Frontu Narodowego Marine Le Pen, która od razu podjęła temat „zagrożenia islamskim fundamentalizmem”,  jakby dotyczył on całej społeczności muzułmańskiej i jakby był to najważniejszy obecnie temat.
Na punkcie islamu mamy obsesję. Podobnie jak Houllebecq, francuscy intelektualiści potrafią godzinami debatować na temat muzułmanów i sekularyzacji. „Francuskie samobójstwo” pióra Erica Zemmoura, eseisty o poglądach porównywalnych do Le Pen, znajduje się na szczytach list bestsellerów.
A mimo to nie zdobyliśmy się na racjonalną, publiczną debatę o integracji muzułmanów w duchu naszych kluczowych wartoś- ci. Jeśli z przypadku Salmana Rushdie, morderstwa Theo van Gogha w Amsterdamie, z reakcji na publikację karykatur Mahometa i ataku na Charlie Hebdo płynie jakaś nauka, to tylko taka, że radykalny islam można zwalczać jedynie przy wsparciu islamu umiarkowanego.
To długa walka. Ale jesteśmy na nią przygotowani – musimy tylko trzymać się naszych wartości. Niezastraszeni. Bez tematów tabu. Tak jak „Charlie Hebdo”.

Sylvie Kauffmann
– publicystka „Le Monde”

 

Charlie, Charlie…

Jeśli ktoś myślał, że media zachodnie, a szczególnie polskie, szczyt obłudy osiągnęły przy konflikcie ukraińskim, niestety grubo się myli. Owszem, karykatury Mahometa w piśmie „Charlie Hebdo”, przy którym urbanowe „NIE” to umiarkowane, kulturalne pismo na poziomie, nie były szczególnie wulgarne. W jednym z numerów gazeta za to zamieściła na pierwszej stronie obrazek kopulującej Trójcy Świętej. Tymczasem Watykan, potępił zamach jako atak na „wolność słowa”, pośrednio zgadzając się na zrównanie największej świętości katolicyzmu z błotem.
Fałszywe niewiniątka
Oczywiście w naszym środowisku kulturowym nie spotkamy publicznego pochwalenia zamachu. Festiwal głupoty mediów prawicowych i lewicowych jednak trwa. Gdy usłyszałem, że islamiści mordują we Francji dziennikarzy ich krytykujących, od razu pomyślałem, że oto niepokorni dziennikarze walczący z islamizacją Europy stali się niewinnymi ofiarami, czując naturalnie do nich współczucie. Takie były relacje prawie wszystkich mediów. Jedynie portal kresy.pl zamieścił zdjęcia okładek „Charlie Hebdo”. Kresy po raz kolejny, jak w sprawie ukraińskiej, przedstawiły nowe fakty, do których musiały odnieść się pozostałe media. Być może więc, będą już nie tylko „ruską” ale i „muzolską agenturą”. Manipulacje trwają nadal. Tak gazeta.pl zamieszczając zdjęcia karykatur z zaatakowanej gazety, na początku zamieszcza łagodne obrazki papieża w towarzystwie gwardzisty szwajcarskiego. Rodzi to mnóstwo komentarzy, jak to fundamentalistyczni katole, niemający za grosz poczucia humoru nie są wcale lepsi od islamskich fanatyków, a tylko czekają, by pójść w ich ślady. Niewielu czytelników przewinie obrazki do końca, by zobaczyć „perełkę” – kopulującą w homoseksualnym akcie Trójcę Świętą. Nie da się chyba gorzej znieważyć katolicyzmu. Co istotne, ta publikacja przeszła bez echa.
Śmiertelne wartości
Obecnie Francuzi prowadzą akcję „Je suis Charlie” czyli jestem Charlie. Podpisuje się pod nią m.in. prezydent Niemiec Joachim Gauck. Kanclerz Niemiec Angela Merkel mówi o ataku na europejskie wartości. Wartością tą jest chyba prawo do bezkarnego znieważania religii. Życie tych, którzy się tego dopuszczają, jest bezcenną wartością. Ale nie życie w ogóle, bo kolejną wartością większości krajów UE jest prawo do aborcji.
Lewicowym i liberalnym mediom ciężko krytykować forsowaną przez nie politykę multikulturalizmu. Nie wini się też islamu. Winowajcą staje się ogólnie pojęty religijny fundamentalizm, pod który zalicza się również np. sprzeciw wobec homoseksualizmu czy aborcji. W żadnym wypadku media te nie obwiniają samych zabitych, którzy stają się męczennikami. O ile jednak reakcja mediów lewicowych nie dziwi, o tyle Watykanu i Kościoła francuskiego żenuje. Kościół z jednej strony potępia zamachy, z drugiej zaś dba, by przypadkiem nie urazić ani szydzących z niego antyklerykałów, ani islamu. Kanonizując męczenników zabitych przez muzułmanów, Franciszek ani razu nie powiedział, kim byli kaci.
„Ruski” trop
Z drugiej strony mamy festiwal głupoty prawicy. I tak „Gazeta Polska”, co już nietrudno przewidzieć, sugeruje, że za zamachem stoją służby rosyjskie. Pojawiają się też i inne teorie spiskowe. Faktem jest, że profesjonalnie działający zamachowcy, zostawiający na miejscu zbrodni dowód osobisty, co najmniej dziwi. Zagadkowe jest też samo wtargnięcie napastników do redakcji. Poza tym, prawica bardziej narodowa czy katolicka, udowadnia na podstawie zamachu fiasko multi-kulti. Następuje też zrzucanie winy na islam w ogóle.
Ze świecą szukać natomiast kogoś, kto by widział, że akurat w tym przypadku główną przyczyną tragedii była bezkarność w obrażaniu religii. Głównie katolickiej, bo islam był atakowany jednak łagodniej. Muzułmanie jednak nie potrafią przejść wobec znieważania swojej religii obojętnie. Gdy do tego dojdzie skrajny fundamentalizm, tragedia gotowa.
Tragedia nie uczy
Francja nie wyciąga jednak z tej lekcji najmniejszych wniosków. Z jednej strony radykalizuje się Front Narodowy i przypuszczane są ataki na meczety. Prezydent Hollande zaś stwierdza, że ataki nie mają nic wspólnego z religią muzułmańską. Potwierdzać to ma fakt, że jeden z zabitych przez zamachowców policjantów był muzułmaninem.
W Niemczech, gdzie w ramach solidarności publikuje się kolejne karykatury Mahometa. Iluzja, że polityka antyreligijna prze- kona muzułmanów do europejskich „wartości” trwa. Jednak dyskryminacja katolików dla mahometan nie jest wystarczającą ceną, by mieli znosić szydzenie z własnych świętości. Dlatego zamach paradoksalnie fundamentalistów jeszcze wzmacnia. Religijni muzułmanie gardzą zlaicyzowaną Europą, która oferuje im co najwyżej schowanie choinki, jak w 2013 r. na rynku brukselskim. Z drugiej strony promuje choćby homoseksualizm, będący dla nich symbolem demoralizacji. Nie przekonują ich zakazy noszenia krzyży, gdy ich kobietom zakazuje się noszenia chust.
Alternatywy dla fundamentalizmu nie zauważa ani prawica ani lewica. Co ciekawe, gdy w Wielkiej Brytanii znieważano Jezusa sprzeciw wyrażali właśnie muzułmanie. Gdy 2 lata temu Red Bull nagrał reklamę znieważającą Jezusa, Muzułmańska Rada Południowej Afryki napisała do kard. Wilfrida Napiera, przewodniczącego Konferencji Biskupów Katolickich Afryki Południowej: „Chcemy, aby nasz głos zjednoczył się w celu wyjaśnienia, że każdy atak lub oszpecenie symboli religijnych i miejsc świętych jest nie do przyjęcia”. Podczas rewolucji w Egipcie zdarzył zaś się przypadek, że chrześcijanie chronili modlących się muzułmanów, a Arabowie kościoły. Tylko współpraca chrześcijan w umiarkowanymi muzułmanami w celu prze- ciwstawiania się polityce antyreligijnej, połączona z wzajemnym szacunkiem, może wytrącić z ręki broń radykałom.

Damian Zakrzewski

– doktorant historii na KUL, absolwent dziennikarstwa i komunikacji społecznej i historii Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego Jana Pawła II, członek redakcji portalu mysl24.pl i współpracownik kwartalnika Myśl.pl, publikował min. w „Newsweeku”, „Dzienniku Wschodnim” i lubelskiej edycji „Niedzieli”.

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.