Brawura czy szaleństwo Brauna

W każdym normalnym kraju polityk zarzucający urzędującym: prezydentowi, premierowi, oraz obecnemu przewodniczącemu Rady Europy działania o znamionach zdrady stanu – powinien być natychmiast postawiony przed sądem. Tego rodzaju zarzuty podważają zaufanie do państwa – członka NATO oraz Unii Europejskiej w chwili, gdy Rosja realizuje politykę restauracji imperium na terenie “bliskiej zagranicy”.
Nawet kampania wyborcza nie usprawiedliwia rzucania bezpodstawnych oskarżeń o zdradę stanu. Można bawić się słownymi żartami “prezydent –rezydent” na urodzinowych imprezach. Można sobie na facebooku dworować z Pani premier, błąkającej się nieprzytomnie po czerwonym dywanie w Berlinie lub z prezydenta, wchodzącego żartobliwie na krzesło w Tokyo. Ale ciężkie oskarżenia, życzenia widzenia wymienionych urzędników Państwa Polskiego w więzieniu na Rakowieckiej są szokujące. I w szoku słuchała ich dziennikarka TVP, przeprowadzająca wywiad z kandydatem na prezydenta RP.
Słowa Grzegorza Brauna powinny szokować przeciętnego odbiorcę strumienia informacji w Polsce. Chyba nikt jeszcze nie oskarżył publicznie urzędującego prezydenta o próbę pokątnego sprzedania lasów państwowych, aby wypłacić bliżej nie umotywowane prawem międzynarodowym lub polskim kolosalne sumy, idące w dziesiątki miliardów dolarów “państwu żydowskiemu w Palestynie”.
Rozumiem oburzenie dziennikarza GW, krzyczącego o “brunatnym” Braunie i wzywającego do “zmiany prawa”. Nie rozumiem jedynie, w jaki sposób prawo polskie miałoby być zmienione? Jak dziennikarka publicznej TV miała się zachować? Ona zadaje pytania i musi, wedle sztuki dziennikarskiej, wysłuchać odpowiedzi kandydata na najwyższy urząd w państwie. Taki ma zawód. Nie jej rolą jest stosowanie jakiejkolwiek cenzury! Dziennikarka TVP zresztą zapytała o kluczową dla tej kampanii sprawę – poprosiła Brauna o jego ocenę rajdu rosyjskich “bikerów Putina”, ale Braun wolał reklamować książkę Szumlińskiego o związkach prezydenta z WSI!
Nie ma cenzury w demokratycznym państwie, choć rozumiem sentymenty dziennikarza GW. My, żyjący mimo wszystko tu, w kraju od samego początku demokratycznym wierzymy, iż każdy ma swoją funkcję. Dziennikarz pisze lub prezentuje poglądy, komentuje nawet, ale od oceny karalności wypowiedzi (bo zakaz publicznego wypowiadania się jest karą!!!) jest sąd. Polska jest krajem praworządnym. Działają prokuratura i sąd. Prokuratura ma za zadanie wyłapywać wypadki działania niezgodnego z obowiązującym prawem i kierować je do sądu. Żadna “kampania” nie może rzucania bezpodstawnych oskarżeń umożliwiać!!!
Oczekuję zatem, iż za kilka dni usłyszę o postawieniu Grzegorza Brauna w stan oskarżenia. I że kara za sugerowanie popełnienie przez przywódców Państwa czynów o znamionach zdrady stanu będzie przykładna. W Kanadzie, gdybym oskarżył na tych łamach kogokolwiek o działania niegodne – miałbym już na biurku stos pozwów.
O sto głosów!
Brawa dla Pana Kantora za determinację w budzeniu naszej społeczności polonijnej do aktywności politycznej na własnym podwórku. Jego kampania zorganizowana była jak żadna z poprzednich, miał On za sobą wszystkich, którzy w życiu polonijnym (i politycznym) coś robili lub robią. Od Lizonia po Korwina-Kuczyńskiego, od parafii po media, żeglarzy i biznes. Medialna informacja nie zostawiała niczego do życzenia, każdy kto chciał, czy nawet nie chciał, wiedział gdzie i kiedy głosować. Aktywiści polonijni starali się jak nigdy, a wyszło… jak zawsze.
Porażka 98 głosami do honorowy rezultat samego kandydata w wyborach uzupełniających, ale klęska społeczności, bardzo ambitnej w wypowiedziach i deklaracjach (grupowych i jednostkowych). Głosowało na Pana Kantora 1469 osób! Dużo? W okręgu, gdzie funkcjonuje polska parafia, a polskie szyldy biją po oczach na każdej większej plazie? Gdzie więcej ludzi gromadzi się na porannej Mszy Świętej w kościele św. Maksymiliana? Wiadomo było, iż w tych wyborach municypalnych, przy takiej ilości kandydatów, wygra ten, który przyprowadzi ze dwa tysiące “swoich”. W takich wyborach bowiem głosuje około 25 procent uprawnionych, zatem na jakieś 10 tysięcy dwa “własne” załatwiają sprawę. Tyle pokazywały dane “statystyczno-historyczne”. No i niewiele się różniły od ostatecznych wyników. Głosowało nieco mniej niż 9000 mieszkańców okręgu 4., czyli 21 procent. Trzech kandydatów miało pod półtora tysiąca! Szkoda szansy. Po raz pierwszy i na długie, długie lata ostatni, mogliśmy SAMI umieścić własnego reprezentanta w radzie miejskiej. Dogrywka w kolejnych wyborach? Tegoroczny zwycięzca za dwa lata już będzie znany w okolicy, a zasiedziałych radnych “wysadzić z siodła” jest bardzo trudno. Tak więc mamy bolesną lekcję poglądową, gdzie się w politycznej hierarchii Mississauga znajdujemy. Dla konserwatywnego posła federalnego, Pana Władysława Lizonia to poważne ostrzeżenie. Rodacy z wyjściem z domów mają poważne kłopoty i liczenie na”polski głos” zdaje się bardzo iluzoryczne. A skoro Polacy tu mieszkający, i to od dosyć dawna, siebie samych nie popierają, kto na nich w ogóle zwróci uwagę?

WMW

Jeden z dokumentów ambasady amerykańskiej w Warszawie ujawniony oprzez Edwarda Snowdena.

https://wikileaks.org/wiki/Category:Poland

https://wikileakspl.wordpress.com/

Kliknij żeby powiększyć

snowdenfiles

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.