Błotne Piekło!

Beznadziejna bitwa. Żadnych szans osiągnięcia wyznaczonych celów. Przerost ambicji głównodowodzącego BEF nad sytuacją. Niepotrzebna hekatomba, liczona w setkach tysięcy ludzkich istnień. Byli jej przeciwni zarówno premier rządu JKM jak i głównodowodzący na teatrze wojennym. To była największa, najtragiczniejsza, najbardziej bezsensowna ofiara życia tej wojny.
Nie, ten tekst nie jest poświęcony historii Powstania Warszawskiego. 31 lipca mija setna rocznica rozpoczęcia Trzeciej Bitwy pod Ypres, która zapadła w pamięci potomnych, zwłaszcza w naszej Kanadzie jako Bitwa o Passchendaele. Ale ta wioska, która w listopadzie 1917 roku dosłownie zatonęła w błotnej mazi pola bitwy, była jedynie ostatnim akordem absurdu. Ten skończy się dopiero w listopadzie 1917, sukcesem “operacyjnym”, przesunięciem linii frontu o jakieś 10 kilometrów.
Ceną za ten “sukces” będzie około 450 tysięcy zabitych, rannych lub zaginionych żołnierzy Sprzymierzonych (Kanadyjczyków, Australijczyków, Nowozelandczyków czy Afrykanerów), oraz 250 tysięcy Niemców. “Not bad!” – oceni niemiecki sztabowiec już na początku historycznego starcia, licząc straty dzienne w pierwszych dwóch, sierpniowych tygodniach batalii. To tylko, tak lekko licząc, 1500 do 2000 na dzień. Ah, pod Sommą rok wcześniej traciliśmy ok. 4000, więc jest dobrze i morale wojska jest dużo lepsze.
Historycy wojskowości dyskutują nad wieloma kwestiami, gdy przychodzi do oceny stanu umysłów dowódców WWI, kształconych na najlepszych akademiach wojskowych świata. St. Cyr, Sandhurst, Royal Military College. Skąd brały się owe oceny wytyczne? Wszak każda batalia, do czasów wynalezienia „nuków”, przebiegała wedle tego samego prawidła. Atak – obrona. Kalkulacja sił i środków. “Uciekającemu nieprzyjacielowi buduj srebrne mosty” – uczył Kung Tzy, podobno najbardziej czytany Chińczyk w dziejach świata.
Wojna Krymska. “Szarża Lekkiej Brygady”! Kto pamięta ten straceńczy film? „For the King and Country!” Przeciw kartaczom, czekających w ciszy kanionu rosyjskich artylerzystów? Niesamowita scena. Niesamowita lekcja. Szaleńcze szarże straceńców zdobywające niezdobyte pozycje. Przekleństwo sukcesu!
Tak dzisiejsza nauka wojskowa ocenia historyczną, udokumentowaną motywację generałów Wielkiej Wojny. Zwycięstwo zależy od motywacji i siły woli żołnierza. Broń jest drugorzędna! Siła woli!!!!
A skoro tak ich uczono, tego będą wymagać przez następne 50 lat swej wojskowej kariery. Doświadczenia morderczej Wojny Secesyjnej, po raz pierwszy pokazującej rolę techniki na polu bitwy, nikogo w Europie nie interesowały.
Jest takim historyczny truizmem pokazywanie urywków filmów z pierwszych miesięcy Wielkiej Wojny. Idące przepiękną tyralierą francuskie pułki, w błękitnych mundurach, przepasanych białymi pasami ładownic, stanowiących idealny cel dla maszyno- wych bestii, operowanych przez żołnierzy w mundurach noszących idealną nazwę – feldgrau. Szare pole bitwy, brak oznaczeń oficerów, aby ich snajperzy nie namierzyli. Armia niemiecka szła do wojny z opracowana teorią walki. I jako jedyna uczyła się z lekcji boju. “Eingrief” dywizje czekały na atakujących alianckich żołnierzy, gdy tym udawało się przebić pierścienie obrony liniowych “Stellundivisionen”. Byli nie do zatrzymania. Co poranny atak Brytów zdobywał w dopuszczalnych granicach strat, wyznaczonych na 50% stanu atakujących, odbijali wieczorem przy 70% skuteczności. Dwa tygodnie chodzenia w przód i w tył, po tym samym polu, zamienianym powoli w morze błota, przez nieustanny ostrzał artyleryjski z obu stron.
Nienawidzeni przez historyków szkoły bohaterskiej znawcy donoszą, iż w owych błotach zginęło, z ran i braku pomocy, kilkadziesiąt tysięcy ludzi. Who cares?!
Zanim dojdzie do bohaterskich walk naszych kanadyjskich chłopaków pod Passchendaele, miną sierpień, wrzesień i październik. A sierpień we Flandrii, historycznie, jest raczej mokry. Skąd to wiemy? Ah, Bryty szykowały się do wojny naukowo. Zmierzyły stan gleby, rodzaje piasków, oraz nawodnienie. I wyszło, iż sierpień jest raczej suchy, ale mokry i atak tankami będzie trudny. Więc raczej atak piechoty, oraz podciąganie artylerii. Zadanie dzienne – 2700 yardów. Da się? Da! Za jaką cenę?! Ale akurat tego roku lało, jak z cebra! Ah, La guerre est la guerre!
Deszcz i błoto zatrzymają sierpniową ofensywę pod Ypres, a tę październikową utopią w błocie. Obrona niemiecka, oparta o nową taktykę owych “Eingrief” dywizji zniweczy plany gen. Haiga. Skorzysta przy tym francuska armia pod Verdun, bo braknie niemieckiemu Oberkommando des Herres owych odwodów “sturmtroopers” w kluczowych momentach bitwy.
Ofensywa Kiereńskiego utknie na długim froncie, na Wschodzie; a pod Capporetto Austro-Niemcy pokonają Włochów i trzeba będzie przerzucać tam jednostki spod Ypres.
Madness!!! Szaleństwo!!! 1917! Sto lat temu najbardziej rozwinięta część ludzkości oszalała.

WMWojnarowicz

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.