Bitwa pod Kłuszynem – 4 lipca Roku Pańskiego 1610

Wspaniałe płótna czasem najlepiej uwieczniają w zbiorowej podświadomości danej wspólnoty to, co dla niej ważne, a co minęło. Przekazują bowiem nie tyle wiedzę faktograficzną, jak próbują czynić historycy lub emocje, jak czynią poeci i pisarze. Obrazy malowane pędzlem są bardziej sugestywne, wytwarzając świadomość zbiorową, narzucając naszym umysłom wizję przestrzeni, jej koloryt i kształt, charak- terystykę postaci. Do słowa pisanego wytworzyć możemy własną oprawę wyobraźni. Obraz, podobnie jak film, jest dynamiczny w skali masowej, wpływając tym samym na wspólnotę. Stąd czasem los obrazów jest papierkiem lakmusowym intencji tych, którzy je eksponują, bądź dyskretnie usuwają z przestrzeni publicznej.
Każdemu dziecku w Polsce Grunwaldzkie starcie z Zakonem NMP ukazuje się tak, jak zaklął je w barwy Matejko. Także oczami Mistrza Jana “patrzy” sporo ludzi na ”Hołd Pruski,” poddając się ułudzie triumfu, niosącego wszak niewidoczną dla obecnych klęskę. Te obrazy zrządzeniem losy były Polakom dozwolone, mimo rozmaitych okresów naszych dziejów.
Inaczej jest z “Hołdem Ruskim”, który jest jeszcze jednym Matejkowskim zapisem ważkiego etapu naszych dziejów. Wojny z Moskwą zdeterminowały nasze losy na cztery stulecia. Dlaczego do dziś dnia i sam obraz, i nasza pamięć o wielkiej, militarnej glorii oręża Najjaśniejszej Rzeczpospolitej pod Kłuszynem – 4 lipca 1610 roku – są słabiej upowszechnione, nie doczekały się ani wielkiego, podobnego do Grunwaldzkiego, pomnika, ani jakiejś “trylogii” ani nawet filmu z gatunku “płaszcza i szpady”?
***
Kłuszyn to największe, legendarne zwycięstwo oręża Rzeczpospolitej. Oczywiście, każda wielka batalia, każde decydujące starcie wojenne ma swoją specyficzną wagę. Porównywanie Grunwaldu z Orszą, Wiednia z Płowcami, Chocimia z Hodowem jest zwodnicze. Czasem zwycięstwo stanowiło świadectwo wojennego kunsztu i przebiegłości dowódcy, czasem szaleńczej odwagi żołnierza; w danym momencie dziejów ratowało samo istnienie “projektu politycznego” pod nazwą Królestwo Polskie, bądź otwierało drogę do realizacji wielkich, dalekosiężnych planów państwowych.
Tak ma się rzecz właśnie z bitwą pod Kłuszynem, gdzie mizerne siły polsko-litewskie, pod dowództwem hetmana Stanisława Żółkiewskiego (po lewej w husarskim szyszaku we fragmencie obrazu Matejki „Batory pod Pskowem”), dzięki jego niezwykłemu kunsztowi wodzowskiemu rozbiły w puch wielokrotnie silniejszego nieprzyjaciela, otwierając tym samym Rzeczpospolitej Obojga Narodów niesamowitą w swym wymiarze polityczną szansę: pacyfikacji i… europeizacji Moskwy. Polityczna klęska tego projektu umożliwionego wiktorią pod Kłuszynem miała dramatyczne konsekwencje.
***
W czerwcu roku 1610 dowództwo sił polskich, oblegających od 10 miesięcy Smoleńsk, otrzymało wiadomości o szykowanej przez Moskwę odsieczy, lecz nie wiedziało dokładnie, z jakimi siłami przyjdzie się im zmierzyć. Rozpoznano stosunkowo wcześnie jedynie nadejście 8-tysięcznej kolumny wojewody Hrygoryja Wałujewa. Dopiero później uzyskano od zbiega-najemnika informację o miejscu koncentracji połączonych wojsk Moskwy i Szwecji. Było to 30 tysięcy wojsk moskiewskich pod dowództwem carskiego brata, księcia Dymitra Szujskiego, oraz ok. 5 tysięcy europejskich najemników dowodzonych przez Szweda, Jakoba De la Gardie.
Hetman Żółkiewski zdecydował się na atak uprzedzający Rosjan, nad którym sam objął dowództwo i 6 czerwca ruszył w kierunku nieprzyjaciela, biorąc ze sobą w drogę jedynie 1600 jazdy oraz 600 piechoty. Liczył na zebranie “po drodze” innych jednostek, operujących w pobliżu. W samej rzeczy, na punkt koncentracji pod Szujskiem skierowały się oddziały wojsk Marcina Kazanowskiego (800 ludzi), Samuela Dunikowskiego (700) oraz Aleksandra Zborowskiego (1500 ludzi). Natomiast pod odległą od Smoleńska o 150 kilometrów Białą ok. 1000 Kozaków wraz kilkuset Polakami pod komendą pułkownika Aleksandra Korwina Gosiewskiego skutecznie odpierało ataki kniaziów, Iwana Chowańskiego i Jakuba Boratyńskiego. Pod Białą skierował się ostatecznie Żółkiewski i dotarł tam 14 czerwca.
Zbliżająca się w kierunku polskiego obozu przednia straż sił Szujskiego, dowodzona przez wojewodę Wałujewa, na wieść o marszu Żółkiewskiego, obwarowała się pod Carewem Zajmiszczem, które 23 czerwca znalazło się w oblężeniu sił Żółkiewskiego.
Plan Szujskiego zakładał, iż osłabione długotrwałym oblężeniem Smoleńska, a potem wyczerpującymi walkami siły polsko-litewskie, teraz w założeniu wodza moskiewskiego zablokowane pod Carewem, uda się otoczyć głównym siłom, wziąć niejako w imadło i zniszczyć. Hetman Żółkiewski zdawał sobie sprawę zarówno z zagrożenia, oraz jego wpływu na morale samych żołnierzy, do których docierały wieści o zbliżających się potężnych siłach wroga. Doświadczony wódz zdecydował się na zaskakującą Rosjan ofensywę.
3 lipca 1610 roku, pod osłoną zapadającego zmroku Żółkiewski ruszył na spotkanie armii Szujskiego, wspomaganej przez De la Gardie i Horna.  Dla utrzymania uwięzionego w oblężeniu Wałujewa pozostało 3 tysięcy jazdy, 4 tysiące Kozaków, większość piechoty oraz artyleria. Rosjanie nie mieli pojęcia o polskich ruchach, podobnie też główne siły Szujskiego nie zdawały sobie sprawy z tak dynamicznej zmiany sytuacji. Z hetmanem podążyło jednak jedynie 2500 jazdy, 400 Kozaków Zaporoskich oraz 200 piechoty. Były to siły bardzo skąpe jak na bardzo ambitny manewr zaczepny.
Rankiem 4 lipca, zmęczone utrudnionym przez błotnistą drogę marszem, wojska polskie stanęły pod Kłuszynem. Mając przed sobą ok. 18-20 tysięcy Moskali oraz ponad 3300 Szwedów, Żółkiewski zdecydował się uderzyć na słabiej wyszkolone siły moskiewskie. Na nie też uderzyła polska jazda.
Poszczególne chorągwie polskie kilkakrotnie ponawiały swe szarże, wzniecając wreszcie popłoch w szeregach moskiewskich, zwłaszcza gdy cudzoziemscy rajtarzy, uchodząc przed polskim atakiem zmieszali moskiewskie szyki. Kiedy zaś nadciągnęła opóź- niona polska piechota, udało się odeprzeć groźne ataki Szwedów na prawym skrzydle oraz odrzucić ich od umocnień, co pozwoliło na wejście do walki przeciw zaciężnym piechurom naszej jazdy. Po pięciu godzinach bitwy wojska rosyjskie i szwedzkie poszły w rozsypkę.
Kluczem dla wyniku bitwy stał się fakt, iż z pola bitwy uciekli wszyscy dowódcy, zarówno szwedzcy jak i moskiewscy. Mimo bowiem klęski w pierwszej fazie starcia, część szwedzkiej piechoty i jazdy zebrała się w oddalonym nieco od pola bitwy obozie. Rozproszeni Moskale także nadal liczbowo przeważali nad siłami polskimi. Brak było jednak woli walki, brak decyzji zebrania uciekinierów i sklecenia z nich jakiejś siły. Najmniejszej ochoty na kontynuowanie starcia nie miał przede wszystkim sam Szujski. Tymczasem świadomy zagrożenia Zółkiewski otoczywszy Szwedów rozpoczął z nimi… negocjacje! Zaoferował zacięż- nym żołnierzom z rozmaitych części Europy… swobodę, po złożeniu przysięgi, iż nie wystąpią nigdy zbrojnie w konfliktach z Rzeczpospolitą. I szwedzcy najemnicy nie tylko ofertę tę przyjęli, lecz około 700 z nich weszło od razu w polską służbę.
Na wieść o szwedzkiej kapitulacji kryjący się w obozie Szujski po prostu chyłkiem uciekł w pobliskie lasy, a za przykładem wodza naczelnego podążyły resztki jego wojska. Klęska Moskwy była kompletna, Droga do stolicy carów stawała teraz otworem. Tron Wasyla Szujskiego miał być wkrótce ofiarowany młodemu Władysławowi Wazie, a przed Rzeczpospolitą otwierała się dziejowa szansa o niewiarygodnych, niemożliwych wręcz do wyobrażenia konsekwencjach dla dziejów Europy.

WMWojnarowicz

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.