Big Bang Gangam style

Nic tak nie wprawia człowieka w radosny nastrój z początkiem roku, jak drżenie ziemi od nuklearnego wybuchu. Z takiego przekonania wyszedł Umiłowany Przywódca mas pracujących Korei, Kim Jong Un, nakazując przeprowadzenie próbnej eksplozji swej pierwszej bomby wodorowej. Opinia publiczna całego postępowego świata z nieukrywaną radością przyjęła kolejne pokojowe przesłanie płynące z Phenianu. Doskonale odebrali to przesłanie także amerykańscy imperialiści i podżegacze wojenni.
koreaCzwarta w historii KRL-D próbna eksplozja “urządzenia nuklearnego” przypomniała światu pogrążonemu i tak w licznych problemach, iż sytuacja na półwyspie koreańskim daleka jest od rozwiązania. Jak przyznają amerykańscy dyplomaci i eksperci, Zachód ma niewiele możliwości skutecznej reakcji na posunięcia młodego Kima. Bez względu na pomruk niezadowolenia świata, jedynym ośrodkiem który ma jaki taki wpływ na poczynania dyktatora jest Pekin. Przywódcy chińscy wyrazili wczoraj w sposób bardzo stanowczy swoją dezaprobatę wobec nowej akcji Kima, lecz trudno jest powiedzieć, do jakiego stopnia i oni kontrolują atomowe ambicje Phenianu.
Tak czy inaczej, komuniści z Północy podnieśli o kolejny stopień poprzeczkę, czy też belkę zagrożenia nuklearną katastrofą. Nie wiadomo co prawda jeszcze, czy rzeczywiście była to eksplozja wodorowa, czy jedynie “ubogacona” tradycyjna atomowa, nie mniej jednak nie ulega wątpliwości, iż reżym Kima jest zdeterminowany do osiągnięcia takiego potencjału uderzeniowego, który mógłby konkretnie zagrozić już nie tylko sąsiadom z Południa czy Japonii, lecz samym wybrzeżom Ameryki. Do tego celu potrzeby jest zminiaturyzowany ładunek nuklearny o wielkiej sile rażenia – właśnie głowica wodorowa – oraz skuteczny środek przenoszenia czyli rakieta. Znowu, wedle optymistycznych ocen zachodnich ekspertów, jak na razie Korea Północna ma do dyspozycji prymitywne rakiety sięgające “jedynie” wysp japońskich, ale tak jak w 1998 roku Phenian zaskoczył wszystkich rakietą zdolną przelecieć nad Hokkaido, tak teraz nie można wykluczyć, iż prymitywna ICBM może znaleźć się w północno-koreańskim arsenale, w którym już jest zgromadzonych, wedle ostrożnych ocen agencji wywiadowczych, do 15 ładunków atomowych. “Nie miała baba kłopotu” – pomyśleli zapewne decydenci od Waszyngtonu po Moskwę, na pełną dumy i zadowolenia z siebie “noworoczną” deklarację Kim Jong Una.

Imperium Proroka?

W imieniu Proroka rzucają na siebie w ostatnich dniach klątwy i oskarżenia przywódcy Iranu i Arabii Saudyjskiej. Szyici  z Teheranu nienawidzą sunnitów z Rijadu z powodów religijnych, do których dochodzi dziś rywalizacja o pozycję regionalnego mocarstwa. Saudyjska egzekucja szyickiego imama Al-Nimri rozpaliła Iran i doprowadziła do zerwania relacji dyplomatycznych.

Co dalej?
Zwykliśmy, nauczeni doświadczeniami „Zimnej Wojny” rozpatrywać lokalne konflikty na Bliskim Wschodzie jako przedłużenie blokowej rywalizacji Ameryki z Sowiecką Rosją. Świat balansował na krawędzi gorącej konfrontacji, ale w ostatecznym rozrachunku instynkt przetrwania w obu imperialnych stolicach dawał nadzieję na rozwiązania kompromisowe. I tak też się rzeczy toczyły w rzeczywistości. Rozpad Sowietów odbył się w sposób kontrolowany, a gwarantem globalnej stabilizacji w tym groźnym momencie rozpadu sowieckiej domeny był właśnie Zachód, który udzielał podupadłej, ale nadal groźnej potędze Kremla swoistej gwarancji bezpieczeństwa. Nasze dzisiejsze problemy z rozlokowaniem NATO na terenie Polski są właśnie pochodną owych, mniej lub bardziej sformalizowanych, gwarancji dla Moskwy.
Dzisiejszy świat, w miejsce przewidywalnej rywalizacji supermocarstw, stoi wobec rywalizacji uzbrojonych po zęby, gotowych na krwawy konflikt, lokalnych pretendentów do regionalnych imperiów. Iran z jednej, a Arabia Saudyjska z drugiej strony nie kryją swych politycznych ambicji. I w zasadzie już prowadzą otwartą konfrontację, choć jak na razie “za granicą” – w Jemenie, Syrii, Iraku. Reprezentantem Teheranu jest choćby Hezbollah, oficjalnie niezależny i operujący samodzielnie z terenu Libanu, lecz praktycznie aktywny sojusznik choćby na terenie Syrii. Saudowie sklecili szeroką koalicję pobratymczych reżymów w Zatoce, a na terenie Iraku i Syrii wspierają bliskie sobie frakcje dążące do obalenia Assada. O tym, że ISIS jest lustrzanym odbiciem wahabickiej ideologii płynącej i finansowanej z Rijadu, mimo okazyjnych krytyk wobec rodziny panującej, wiadomo wszystkim.
Zachodnich ekspertów martwi nie tylko sama możliwość otwartej wojny między Teheranem i Rijadem, choćby na terenie graniczącego z obiema stronami Iraku. Istnieje niebezpieczeństwo, iż służby specjalne obu krwawych reżymów postanowią uderzyć we wzajemne zagraniczne interesy – jakże liczne “assets” – choćby w Europie. Sama możliwość terrorystycznych ataków na irańskich lub saudyjskich bogaczy odpoczywających na plażach Lazurowego Wybrzeża, robiących zakupy w eleganckich butikach Paryża lub Londynu, na posiadane przez nich przedsiębiorstwa, instalacje przemysłowe, banki, hotele, a choćby pałace czy ekskluzywne osiedla zamieszkałe przez owe elity, stawia włosy na głowie szefom zachodnich służb.
Kiedy słyszymy dziś “optymistyczne” doniesienie z frontu zagranicznych inwestycji, iż np. Saudyjczycy rozważają składowanie swojej ropy, między innymi w zbiornikach w polskich portach, należałoby delikatnie zapytać, czy nasze służby będą w stanie zapewnić im (i nam samym) odpowiednie bezpieczeństwo.
Korea, Bliski Wschód, zamiatany przez niemieckie media “Sylwester” w Kolonii!

Jak na początek nowego roku – widać, że “będzie się działo”!

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.