Batalia o Sąd Najwyższy

Ruszyła najważniejsza, z punktu widzenia przyszłości ustroju Stanów Zjednoczonych, rozgrywka administracji DJ.Trumpa. Strach Demokratów oraz liberalnych mediów przed elekcją Trumpa nie miał tak naprawdę wiele wspólnego z ewentualnymi decyzjami dotyczącymi np. imigracji czy budowy muru, czy nawet ew. układu z Putinem. To są detale bieżącej polityki. Najważniejszą, długookresową prerogatywą Prezydenta jest mianowanie sędziów Sądu Najwyższego USA. Dziewięcioro sędziów SN ma bowiem ogromną moc kształtowania ładu konstytucyjnego Amerykańskiej Republiki, na dekady. Sędziowie, raz mianowani, będą wydawać decyzje do końca swego prawniczego żywota. Kiedy umarł konserwatywny Justice, Jack Scalia, liberalno-lewicowe lobby miało nadzieję, iż Barrack Obama mianuje sędziego o silnie lewicowym nastawieniu, jednego z owych aktywistów, chcących kształtować prawo w oparciu o ideologię, nie zaś o istniejącą Konstytucję. Republikański Senat skutecznie zablokował Obamę. Dziś zaczyna się walkę o „odzyskanie” Sądu Najwyższego dla sił namysłu i troski, nie zaś ideologicznej, lewackiej inżynierii. Los Ameryki  na najbliższe dekady wyznaczy tor tej właśnie batalii.
“Cena Strachu!”
Był taki film sensacyjny. Za cenę wyzwolenia się z piekła dżungli, straceńcy zgodzili się wywieźć na ciężarówkach ładunek nitrogliceryny. Ale to był film. Dziś liderzy opozycji sami sobie opowiadają bajki, że są “totalną” – ekstremalną! – opozycją. I zapewne tak się czują, kiedy idą razem ulicami pod rękę z Petru oraz alimenciarzem Kucykiem. A tempo marszowe nadaje im sam płk. Mazguła!
kodziarstwoPolitycy zazwyczaj określają cel życia, kampanii, czegoś tam wreszcie planem pozytywnym! Zbudujemy 3 miliony mieszkań! Będzie 3 Japonia! Wrócą emigranci! Cokolwiek!! Aby było pozytywnie.
Deklaracja totalnej opozycji zamknęła GS do narożnika, z czego Prezes JK skwapliwie skorzystał. I teraz, zamiast programu wyjścia, stwierdzenia (w stylu Janasa: – Panowie, do przerwy 0:1, ale gramy nadal), GS ładuje się ponownie na szczyty komizmu. Wszak natychmiast PRowcy PiS (choć to raczej gawiedź żałosna, a nie zawodowcy, patrząc na tragifarsę z kabotyńskim Misiewiczem w MONie),  wypomną mu owe deklaracje z czasów, kiedy nie wiadomo jakim zrządzeniem losu został Ministrem SZ RP. Wtedy też były (poza uśmiechami) owe jakże poważne (a po czasie żenujące!!!!) deklaracje, iż “nie wyobrażamy sobie, że nas zabraknie przy stole decydującym o sprawach Ukrainy!”. Trzeba było poszerzyć zakres wyobraźni, ne ces’t pas, Monsieur le Ministre?
Kiedy Grzegorz Schetyna ujawnił wszem i wobec swoje polityczne credo, iż nie spocznie póki nie obali władzy PiSu nad Polską, w gabinecie Prezesa, znanym szerokim masom dzięki wspaniałemu programowi kabaretowemu “ucho prezesa”, nawet ów przysłowiowy kot nie podniósł śpiących powiek. Trawienie rybek od “Kurskiego” jest bowiem ważniejsze, niż wczorajsze deklaracje wojny. Nie wiem, jak szokujące dla politycznego światka z okolic Warszawy może być wyznanie szefa PO, po półtora roku władzy PiSu? A tym bardziej dla przeciętnego wyborcy, nawet tego – a może właśnie tego KODowego! – karmionego z tvn (lub ledwo dyszącej po odcięciu strumienia państwowej mamony) GW. Że PO musi być i będzie zawsze na “nie”, to nawet menel z Głównego we Wrocku może sobie wykoncypować. “Kasę im wzięli, za każdym razem ośmieszają, no a w Sejmie to już ich, z tą Pomaską i Szczerbą Pan Prezes pogonił jak burą sukę! – no to co mają mówić!?”
Może deklaracja Schetyny nie jest jednakże tak bezsensowna, jak się wydaje. To prawda, ów postrach siejący Schetyna to już nie ten sam brytan, którego spuszczał z łańcucha Donald Tusk. I nie dla Prezesa jest ta desperacka deklaracja ze Szczecina. Jest to wyznanie wiary dla własnych szeregów, nieco wstrząśniętych stałą dietą klęski. Kiedy bowiem sukcesem Schetyny jest w końcu, po zimowym dramacie okupacji Sejmu, “wyautowanie” Petru, który w międzyczasie walki z Prezesem, a uszczypliwościami wobec samego Schetyny ma czas na romanse, to źle się dzieje!
To prawda, iż Nitrasy, Pomaski, Muchy czy Szczerby z dodatkami, w żadnej innej formacji politycznej, poza oczywiście efemerydą “made by GW”, zwaną “.N” nie miałyby szans na zaistnienie. Pamiętacie Państwo może ów medialny byt, w którego siłę uwierzyli tacy wyjadacze jak tow. Miller z aparatem – “Ruch Palikota” Tam może Nitras byłby kimś!  Ale już Kukiz to by z nich sam kabaret zrobił, a po występie pogonił kijami. Ale w PO obecnej doby owe polityczne osobliwości są podobno forpocztą zmian. Blokiem Kopacz/Tuska?! Tako rzeczą autorytety z GW/tvn. No i wieść gminna niesie, a w PO wieść to mir! I Schetyna musi się dookreślić, aby mu Nitras z Muchą image nie zepsuli. Och, jak bolesne są zwroty politycznej fortuny. Grzegorz “zniszczę cię!” Schetyna, pod spojrzeniem którego miękły kolana bossów i mandarynów III RP, dziś musi się umocowywać w swoim elektoracie wobec popaprańców, tak niskiego rzędu, jak grzebiący w rzeczach posłów Nitras, lub cienko śpiewająca na selfie Mucha? Do czego doszła formacja Tuska?!
s

ważono autorytet podstawowej instytucji państwa – izby ustawodawczej. Można odnieść wrażenie, iż zainteresowane strony traktują całą sprawę jak jakiś polityczny happening. W  tak zwanej “totalnej” opozycji, która nie jest w stanie skoordynować swych nie tylko akcji, ale wręcz języka przekazu, trwa bezpardonowa walka o pozycję niekwestionowanego lidera. Po dwudniowym seansie pseudo-negocjacji jeszcze raz okazało się, iż osobiste ambicje górują nad wszystkim.  Kiedy na czele “ludowych” demonstracji przed sejmem stają tak karykaturalne postacie jak Mateusz Kijowski, trudno się dziwić, iż Jarosław Kaczyński postanowił nie ustąpić ani kroku.
Poziom emocji z obu stron jest niezwykle wysoki. Bezstronnego obserwatora przerażać musi poziom intelektualny prowokatora z 16 grudnia, posła Szczerby, który dramatyczną sytuację, zagrażającą  wszak stabilności państwa i jego finansów – jak ostrzega z Brukseli Donald Tusk – opisuje porównaniami do  filmowej epopei “Gwiezdnych Wojen”. I wydaje się być z siebie najwyraźniej zadowolony. Jeżeli prawdą jest, iż usztywnienie postawy szefa PO, Schetyny spowodowane jest wpływem czy też szantażem takich osób jak właśnie poseł Szczerba, posłanka Mucha czy poseł Nitras, sytuacja jest wysoce niestabilna.
Widać jednocześnie, iż wielu środowiskom zależałoby na tym, aby Jarosław Kaczyński zdecydował się na jakąś formę rozwiązań siłowych, jak choćby wyprowadzenie z sali plenarnej przez Straż Marszałkowską posłów PO, blokujących mównicę. Co ciekawe, takiego rozwiązania nie wykluczałby najsensowniejszy dziś lider opozycji, Paweł Kukiz. Natomiast aktywiści KODu wręcz proszą się o jakąś formę przemocy, aby móc udowodnić przed kamerami zagranicznych telewizji swoją tezę, iż rząd PiS stoi wobec masowych protestów większości społeczeństwa. Im bardziej rachityczne jest rzeczywiste poparcie dla “totalnej opozycji”, wzrasta groźba jakiejś prowokacji, która zaowocowałaby scenariuszem wieszczonym na łamach onet.pl przez takie postacie liberalno-lewicowej strony sporu, jak Aleksander Smolar. Przed czym chroń nas Panie Boże!
Amerykanie w Polsce
Zdjęcia długich kolumn sprzętu pancernego Armii USA, przemierzających niemieckie autostrady w drodze z Bremerhaven do Żagania, jest symbolicznym obrazem końca pewnego etapu w historii Europy Wschodniej. Oto po raz pierwszy od rozszerzenia Paktu Północnoatlantyckiego siły zbrojne NATO przekraczają granicę Odry. Po zakończeniu Zimnej Wojny i rozpadzie ZSSR, mimo przyjęcia w skład Sojuszu byłych członków moskiewskiego Układu Warszawskiego, obowiązywała mniej lub bardziej formalna umowa Sojuszu z Moskwą, iż wojska NATO nie będą stale stacjonowane na terytorium uważanym przez Kreml jako strefa specjalnych interesów bezpieczeństwa federacji Rosyjskiej. Dotychczasowa obecność Amerykanów, Brytyjczyków, Niemców czy Kanadyjczyków na poligonach Polski i innych krajów Wschodniej Europy była tymczasowa i krótkotrwała. Podobnie tymczasowy charakter mają lotnicze “dyżury” sojuszników w przestrzeni powietrznej Litwy, Łotwy i Estonii. Co innego rozlokowanie z początkiem 2017 roku w pełnym składzie, z pełnym wyposażeniem i zaopatrzeniem Brygadowej Grupy Bojowej. A to dopiero początek, gdyż kolejne grupy sojusznicze rozlokowane zostaną w państwach bałtyckich, oraz w Rumunii i Bułgarii. Od teraz pozycja bezpieczeństwa wschodniej flanki NATO znacznie wzrosła.
Dosyć histeryczna reakcja rosyjskiej propagandy, alarmująca swą opinię publiczną o “tysiącach czołgów” NATO oraz eskadrach Luftwaffe zbliżających się do granic Rosji dowodzi, iż takie (nadal wszak symboliczne, w porównaniu choćby ze stanem liczebnym sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej choćby w rejonie Kaliningradu) zwiększenie sił sojuszniczych USA na terenie “bliskiej zagranicy” poważnie złości Moskwę. Ta niewspółmierna reakcja na symboliczne zwiększenie poziomu bezpieczeństwa jej sąsiadów nie uszła uwadze niemieckich mediów. O tyle to ważne, iż stan umysłów niemieckiej lewicy wobec militarnego wzmocnienia bezpieczeństwa Polski ilustruje protest wobec wjazdu Amerykanów do Polski premiera Brandenburgii, ironią losu polityka odpowiedzialnego za dobrosąsiedzkie relacje Niemiec z Polską. Na razie rząd RFN prezentuje inną postawę, ale nastroje opinii publicznej są polskim postulatom mało przychylne.
Jedna amerykańska brygada, te 87 “Abramsów” i 18 “Palladinów” wiosny nie czyni. Wszyscy zastanawiają się, jak zapowiadany przez Donalda Trumpa “reset” w relacjach z Kremlem wpłynie na stosunek nowego Prezydenta USA do NATO. Istnieją jednak przesłanki, jak choćby zapowiedzi w kampanii wyborczej znaczącego wzmocnienia siły militarnej Ameryki,  aby sądzić, iż skłonność do normalizacji relacji supermocarstw nie musi oznaczać zaakceptowania rosyjskich pretensji do dyktowania swoich warunków sąsiadom, objętym gwarancjami bezpieczeństwa ze strony USA.
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.