Artykuł 50

Po 9 miesiącach od dnia czerwcowego referendum, „Brexit” staje się faktem. Pani premier Zjednoczonego Królestwa, Teresa May przesłała na ręce Donalda Tuska oficjalny list odwołujący się do artykułu 50. Traktatu Lizbońskiego. To krótka formuła, regulujący formalności związane z rozpoczęciem procesu opuszczania Unii Europejskiej przez kraj członkowski.
Jest swoistą ironią losu, iż zaledwie kilka dni po uroczystościach celebrujących 60-rocznicę Traktatów Rzymskich, dających początek obecnej Unii, jeden z jej najsilniejszych członków mówi “Good bye!”. Po 43 latach członkostwa Londyn rozpoczyna negocjacje warunków wyjścia z ram prawnych europejskiego wspólnego rynku. Jak będzie przebiegał ten proces – samych negocjacji – jak i o gospodarczych czy społecznych konsekwencjach “Brexitu” – nikt nie ma pojęcia!
brexitWiadomo jedynie, iż podczas gdy Brytyjczycy chcieliby zachować jak najwięcej korzyści wspólnotowych, to ich europejscy partnerzy, z Niemcami na czele chcą dać przykład innym, jak kosztowne, wręcz nieopłacalne będzie ewentualne podążenie brytyjskim tropem dla innych krajów.
Czytając artykuły w brytyjskiej prasie, odpowiadające na pytania Brytyjczyków, co i jak ulegnie zmianie, można odnieść wrażenie, iż uczestnicy czerwcowego referendum, zwłaszcza ci głosujący z “Opuszczeniem” UE, nie bardzo zdawali sobie sprawę, za czym głosują. Zadecydowała obawa przed niekontrolowaną imigracją, owym “swobodnym przepływem osób”, oraz lęk przed oddaniem brytyjskiego systemu prawnego w ręce Brukseli. Przywiązanie do własnej, specyficznej formy demokracji, własnych urządzeń i lęk przed zalaniem falą obcych kulturowo imigrantów wzięły górę. Dziś ukazują się problemy z zachowaniem gospodarczych korzyści, jakie długoletni wolny dostęp do europejskiego rynku dawał brytyjskiej gospodarce.
Powtarza się często, jak trudne będą kwestie negocjacji statusu prawnego rzeszy około 3.3 miliona obywateli UE, na stałe żyjących i pracujących w UK. Około 1 milion z nich to Polacy i to w ich sprawie leciał do Londynu Prezes JK. Ale podobnie ważne będzie ustalenie statusu milionowej rzeszy podanych JKMości, żyjących czy posiadających interesy na kontynencie. To nie tylko pytanie, czy londyńska City nadal będzie finansowym centrum Europy. Co będzie z podatkami od pracy i inwestycji, z ubezpieczeniami zdrowotnymi, z rejestracją samochodów, z domkami w Hiszpanii czy Italii? Przy tych tematach dochodzi jeszcze ból głowy o status granicy lądowej z Irlandią.
Pani Premier May odrzuciła w tych dniach jakiekolwiek pomysły osobnego referendum w Szkocji, która głosowała zdecydowanie (62%!) za “Pozostaniem” i teraz sama grozi wyjściem z ram Zjednoczonego Królestwa. Ten problem nie zniknie, lecz jego aktualność zależeć będzie od ostatecznych warunków “rozwodu” UK z UE. Dla Londynu zaczynają się ciężkie dni.
Złota pustka?
druzynaskoczkiMiniona niedziela w Planicy była dniem koronacji naszych skoczków narciarskich na najlepszą drużynę globu. Jeszcze nigdy w historii skoków narciarskich Polski zespół nie miał tak udanego sezonu, tylu zawodników lokujących się w pierwszej dziesiątce turniejów, o tytule drużynowych Mistrzów Świata nie wspominając. Do formy powrócił po kilku latach kompletnej posuchy Kamil Stoch. Wszystko to za sprawą nowego trenera, Austriaka Stefana Horngachera, który potrafił z grupki zagubionych talentów tworzyć przebojowy zespół. Jednakże to Polska, więc sytuacja musi mieć bardziej “polski” niż normalny wymiar. Im bardziej rosną nasze apetyty na jeszcze większe sukcesy tej drużyny, zwłaszcza w nadchodzącym sezonie olimpijskim 2018, tym bardziej niepokoi sytuacja na bezpośrednim zapleczu kadry. Okazuje się bowiem, iż poza pierwszą, “złotą” czwórką z Lahti, polskie skoki nie mają w sumie zaplecza. Sama myśl o tym, iż Kubacki lub Kot mogliby złapać kontuzję, wprawia kibiców w przerażenie. Pozostali zawodnicy kadry “A” skaczą bardzo słabo, a o kadrze “B” w ogóle nie ma co mówić.
Poza, z natury rzeczy, elitarnymi skokami, nie mamy obecnie nikogo, kto biegałby lub jeździł na nartach na poziomie dającym szanse na międzynarodowe sukcesy. Alpejczyków PZN traktuje jako zło konieczne, a zawodnicy jeżdżą na mistrzostwa za swoje pieniądze! Poza Justyną zaś nie biega poważnie nikt inny. Narybku skoczków jak na lekarstwo, juniorzy bez jakichkolwiek osiągnięć, do tego najwyraźniej istnieją z nimi problem natury wychowawczej. To zły omen, mieliśmy już bowiem w historii kilka nieoszlifowanych diamentów, którym po początkowych sukcesach uderzała do głowy sodowa woda, a wróżone im kariery obracały się w nicość. Kiedy patrzy się na system rozwoju tego sportu (o ogólnej filozofii edukacji sportowej nie wspominając) w Austrii czy Niemczech, widać wyraźną kontynuację drogi od kadeta, poprzez juniora do poziomu mistrzowskiego, czego przykładem jest obecny, podwójny mistrz globu i zdobywca Pucharu Świata, Stefan Kraft.
Znawcy tematu ostrzegają, iż za kilka lat, kiedy kariery zakończą obecni mistrzowie, nie będzie kogo wysyłać na zawody PŚ, gdyż nasze piękne skocznie już dziś są puste – nie ma kto na nich trenować! Czy PZN znajdzie szybko odpowiedź na to wyzwanie, czy też czeka nas los Finlandii, niegdyś zimowej potęgi, której smutnym śladem jest czterdziestoletni Ahonen, pozbawiony godnych następców. Czy i w skokach będzie tak, jak już jest w naszych biegach?

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.