Apartheid po kanadyjsku

  W kraju dobrobytu, oficjalnie przedstawianym jako raj na ziemi, część mieszkańców woli odebrać sobie życie niż stawić czoła przyszłości bez perspektyw. Rdzenne plemiona Kanady należą dziś do najbardziej pokrzywdzonych społeczności świata.
First nationsIndianie kanadyjscy – jedna z trzech rdzennych grup ludności w Kanadzie. Dwie pozostałe to Inuici i Metysi. Indianie są z tej grupy wyróżnieni w aktach prawnych. O ile prawodawstwo kanadyjskie stosuje termin „Indianie”, w publicystyce i mowie potocznej nazywa się ich Pierwszymi lub Pierwotnymi Narodami – First Nations. W istocie grupa Indian kanadyjskich jest bardzo niejednorodna. Pomiędzy poszczególnymi plemionami istnieją znaczne różnice. Jedyną cechą je łączącą jest fakt, że zamieszkiwali tereny dzisiejszej Kanady przed przybyciem Inuitów (Eskimosów) w początkach X w. oraz kolonizatorów z Europy.
Kanadyjscy Indianie – mimo, że jest ich tak mało – nie żyją w jakiejś zwartej grupie, lecz w rozproszeniu rozrzuceni po całym kraju, od Quebecu na wschodzie po Kolumbię Brytyjską i Ocean Spokojny na zachodzie. W kierunku północnym granica ich zasiedlenia zależna jest tylko od zasięgu drzew i lasów, z którymi związane jest ich życie. Wzdłuż rzeki Mackenzie, gdzie korzystniejszy klimat umożliwia wegetację, osiedla indiańskie sięgają daleko, czasem po rejon koła polarnego.
Rozsądek i sprzeciw
W Kanadzie toczono mniej wojen z Indianami niż w Stanach Zjednoczonych, wpływ na to miała przede wszystkim mała liczba Indian. Peck przytacza wypadek, jak w 1871 r. zgromadzono w Lower Fort Garry około tysiąca Indian, na których wymuszono zgodę na odstąpienie wielkich obszarów rodzinnych: „Oświadczono im [wodzom], że przybędą tu setki nowych osadników i że jeżeli natychmiast nie zgodzą się przejść do rezerwatów i brać coroczne zapomogi, to stracą wszystko. Wodzowie zrozumieli, o co chodzi i ustąpili”.
Ostatnim przejawem oporu Indian w zachodniej Kanadzie był tak zwany „bunt Riela”. Bunt ten, którym kierował Louis Riel, zwany przez Ryersona „założycielem Manitoby”, wybuchł w 1885 r. w dorzeczu rzeki Czerwonej (Red River) w północno-zachodniej Kanadzie. Tamtejsi Indianie i Metysi zbuntowali się, usiłując uratować swoje ziemie przed ustawicznie napierającymi na nich białymi najeźdźcami. Ale ponieśli klęskę. Riela powieszono później w Reginie, a fala osadników popłynęła dalej  zmiatając po drodze ostatnie ślady tradycyjnego układu życia Indian. Pod koniec drugiej połowy XIX wieku Indianie zaprzestali ostatecznie walk z europejskimi przybyszami i wycofali się do swoich lasów. Po zawieszeniu broni, gdy również stosunki prawne zostały unormowane, żywiono nadzieję, że życie ich w końcu pomyślnie się ułoży. Rzeczywistość nie usprawiedliwiała tych nadziei. Okazało się, że wstrząs spowodowany klęską był zbyt głęboki i nie pozwolił na ponowne odrodzenie się ich życia w nieodpowiadających im warunkach. Liczebność Indian kurczyła się. Gdy zaś na przełomie wieków z dawniejszych kilkuset tysięcy pozostało niecałe 90 tys., przyzwyczajono się uważać kanadyjskich Indian za rasę wymierającą. Proces cofania się ich liczebności postępował mimo zorganizowania w 1887 roku pierwszych rezerwatów, które oficjalnie miały stworzyć odpowiadające im warunki bytu, a chodziło przede wszystkim o to, aby mieć ścisłą kontrolę nad Indianami.
Załamanie się Indian było głębsze niż sądzono – dotyczyło bowiem ich sfery psychicznej. Trudno było pogodzić się im z tym, że nic już nie powstrzyma fali nowej, obcej im cywilizacji, która i ich kiedyś w końcu obejmie i pochłonie. Brak wiary w przyszłość oraz utracona nadzieja odzyskania kiedykolwiek dawnej wolności były powodem, że tracili również wolę życia w przyszłych pokoleniach. Dopiero w początkach XX wieku kryzys indiański przesilił się – zahamowany został spadek ich liczebności. W latach dwudziestych XX w. liczba kanadyjskich Indian – osiągnęła znowu 120 tys. W latach 1949-1961 liczba Indian wzrosła o 55,3 tys., a w latach 1961-1968 o 45,8 tys.  Najwięcej “zarejestrowanych” Indian mieszka w rezerwatach”w prowincji Ontario – 52 981, Kolumbii Brytyjskiej – 46 048, Manitoba – 33 852 i Saskatchewan – 33 852.
W spisie powszechnym z 2011 zanotowano, że za ludność pochodzenia tubylczego uważa się 1 400 685 osób co stanowi 4.3% populacji Kanady. W tym Indianie (First Nations) stanowią największą liczebnie grupę 851 560 osób. Około 1/4 wszystkich Indian (213 900) nie jest zarejestrowana.
Za Metysów podaje się 451 795 osób co stanowi 32.3% całości ludności tubylczej, a innuici (eskimosi) to zaledwie 0.2% populacji kanadyjskiej i 4.2% ludności tubylczej – 59 445 osób.
Wielcy przegrani Kanady
czerwonoskorzyPrzez dwa dni Stephanie Hookimaw gorączkowo jeździła po drogach gruntowych kanadyjskiego rezerwatu Attawapiskat w poszu- kiwaniu swojej 13-letniej córki. Po drodze zatrzymywała się w 16 domach, licząc, że natrafi tam na ślad dziewczynki. – Szukając jej płakałam i równocześnie modliłam się do Boga, by ją chronił – opowiada. W końcu na swej drodze napotkała policyjny kordon. – Odebrała sobie życie – mówi Hookimaw, jej głos wpada w drżenie, a oczy napełniają się łzami. – Byłam w kompletnym szoku. Nigdy nie zdradzała myśli samobójczych.
Jednak jej córka, Sheridan cierpiała. Była dręczona w szkole, do tego uskarżała się na problemy zdrowotne, w tym zapalenie stawów i astmę. Tęskniła za czasami, gdy jej rodzina miała własny kąt – z powodu skażenia wody ściekami musiała zamieszkać w trzech pokojach z 15 innymi osobami. Jednak sprawiała wrażenie, że jest zadowolona. – Zawsze dopytywałam się: „Czy wszystko u ciebie w porządku?”, a ona odpowiadała, „Tak, mamusiu” – wspomina Hookimaw.
Problemy jej córki były jednak ściśle powiązane z bolączkami tej dalekiej społeczności autochtonów z północnego Ontario. W 2011 roku z powodu braku mieszkań wiele rodzin zamieszkało w namiotach i nieogrzewanych przyczepach kempingowych, czasem bez dostępu do elektryczności czy bieżącej wody. Dwa lata później te niedostatki w infrastrukturze doprowadziły do zalania kanalizacji i skażenia wód ściekami.
We wrześniu ubiegłego roku kuzyn Sheridan znalazł się w grupie pierwszych pięciu nastolatków, których zabrano do szpitala po przedawkowaniu narkotyków. Incydent ów, w połączeniu ze śmiercią dziewczynki w październiku, zapoczątkował tragiczny efekt domina w i bez tego doświadczonej przez los wspólnocie, doprowadzając do kryzysu, który niedawno trafił na pierwsze strony gazet z całego świata.
Co noc próba samobójcza
indianieOtóż od jesieni 2015 roku w niewielkiej populacji 2000 mieszkańców Attawapiskat doszło już do przeszło 100 prób samobójczych. Czterech urzędujących tutaj pracowników medycznych z trudem nadążało z wykonywaniem swoich obowiązków, w czym nie pomagał im brak przeszkolenia w zagadnieniach zdrowia psychicznego. Najmłodszym w gronie osób po próbie samobójczej był 11-latek, najstarszym – 71-latek. Gdy przed tygodniem aż 11 autochtonów targnęło się na swoje życie jednego wieczora, wyczerpani lokalni działacze ogłosili stan wyjątkowy. Wkrótce potem, gdy do rezerwatu posłano osoby przeszkolone w interwencjach kryzysowych, 20 ludzi (w tym dziewięciolatka) zabrano do szpitala, mając podstawy sądzić, że planują samobójstwo. – Błagamy o pomoc – zaapelował wódz Attawapiskat, Bruce Shisheesh. – Do próby samobójczej dochodzi właściwie co noc.
Kryzys rzucił światło na kwestię, którą Kanada zbyt konsekwentnie usiłowała ignorować. Jak kraj długi i szeroki samobójstwa oraz zranienia będące skutkiem samookaleczania się stanowią pierwszą przyczynę zgonów wśród młodych (poniżej 44. roku życia) przedstawicieli tzw. First Nations, jak określa się rdzennych Kanadyjczyków. W gronie autochtonów szczególnie dramatycznie przedstawia się sytuacja młodzieży: tam wskaźniki samobójstw są dziesięciokrotnie wyższe niż średnia dla populacji. W przypadku młodych Indianek wartość ta jest aż 21 razy wyższa niż wśród ich nieindiańskich rodaczek.
Ta hekatomba nie ma jednego uzasadnienia. W Attawapiskat Shisheesh zwraca uwagę na przepełnione, zżerane pleśnią domy, nadużywanie narkotyków oraz brak rozrywek dla młodych ludzi. W pierwszej kolejności jednak dzieci autochtonów padają ofiarą systemowych błędów popełnionych przez Kanadę wobec przedstawicieli First Nations. Wódz przywołuje m.in. wpływ kanadyjskiego systemu szkół z internatem, gdzie przez dekady przetrzymywano indiańskie dzieci – wysłano tam ponad 150 tys. uczniów z rezerwatów, by na siłę asymilować ich z Kanadyjczykami.
„Zabić w dziecku Indianina”
„Trudno się spodziewać, że najpierw przez 140 lat niszczycie kulturę jakiejś społeczności, wyrządzacie szkodę siedmiu pokoleniom – ostatnia taka szkoła została zamknięta w 1996 roku – a potem nie ponosicie z tego tytułu żadnych konsekwencji – napisał niedawno Joseph Boyden w tygodniku »Maclean’s«. – Attawapiskat jest tego brutalnym przykładem”.
Te pełne przemocy placówki oświatowe miały „zabić w dziecku Indianina”, o czym napisała niedawno w swym raporcie komisja prawdy. W szkołach umierały tysiące dzieci – z braku żywieniowych standardów wielu uczniów było niedożywionych i podatnych na choroby takie jak odra, ospa czy gruźlica – setki z nich spoczęły pogrzebane naprędce w nieoznakowanych grobach. Co trzeci zgon nie został przez urzędy i szkołę udokumentowany, nie rejestrowano też nazwisk zmarłych dzieci.
Pamięć o tych placówkach drzemie w mieszkańcach kanadyjskich rezerwatów, co w połączeniu z dramatycznymi warunkami życia daje przerażające skutki. W ubiegłym miesią- cu, po sześciu samobójstwach w okresie trzech miesięcy i przeszło 140 próbach samobójczych na przestrzeni ledwie dwóch tygodni inna autochtoniczna wspólnota – Pimicikamak Cree Nation w północnej części Manitoba – także wprowadziła stan wyjątkowy. Podobnie jak w Attawapiskat, także i tutaj braki mieszkaniowe doprowadziły do stłoczenia ludzi w rozpadających się domach, gdzie Indianie mieli stawiać czoła temperaturom spadającym w zimie do -40 stopni C.
W całej Kanadzie przeszło 100 społeczności First Nations żyje w warunkach określanych przez miejscowych liderów jako „trzecioświatowe”, bez dostępu do mieszkań, bieżącej wody czy elektryczności. W kraju posiadającym piątą część zasobów wody pitnej świata, mieszkańcom 90 rezerwatów radzi się przegotowywać wodę – dotyczy to m.in. społeczności z północnego Ontario, która od przeszło 20 lat czeka aż z tutejszych kranów popłynie woda zdatna do picia.
Ostatnia seria tragicznych zdarzeń doprowadziła do ożywienia debaty w sprawie ewentualnych zachęt dla autochtonów mających skłonić ich do przeprowadzki z rezerwatów do bardziej zurbanizowanych części kraju. Zabierając głos w tej sprawie były premier Kanady Jean Chrétien bez ogródek stwierdził, że pozbawieni ekonomicznych perspektyw ludzie „czasem muszą się przeprowadzić”. Boyden, który kiedyś mieszkał w okolicach Attawapiskat i nadal to miejsce regularnie odwiedza, zganił ten pomysł w ostrych słowach. – To najbardziej absurdalne, upraszczające i kolonialne podejście do problemu – zauważył. – Jeśli chcesz polepszyć los jakiejś społeczności, to nie odbierasz ostatniej rzeczy, jaka jej pozostała.
Życie w trzecioświatowych warunkach
W przypadku Attawapiskat sytuacja wydaje się tym bardziej paradoksalna, że na tych terenach zbudowano kopalnię diamentów. – I teraz mieszkańcy patrzą, jak bogactwa ich ziemi, ich wspólnoty przechodzą na własność wielkich korporacji.  Patrzą na to, a sami żyją w trzecioświatowych warunkach – użala się Boyden.
Nawet jeśli niektóre kanadyjskie wspólnoty rdzenne radzą dziś sobie znakomicie, to pozostałe można by zaliczyć do najciężej doświadczonych społeczności świata, twierdzi Gabor Maté, emerytowany lekarz specjalizujący się w uzależnieniach i rozwoju dziecka. – Z powodu chroniczności tej traumy, ludy te nigdy nie miały okazji dojść do siebie. Są krzywdzone nieprzerwanie od setek lat – zauważa.
Niewielu w Kanadzie jest gotowych uznać te krzywdy, co prowadzi do swego rodzaju kulturowej ślepoty promowanej przez kanadyjskie instytucje. – Oficjalnie żyjemy w demokratycznym kraju będącym jednym z najlepszych miejsc na ziemi. Gdybyśmy otwarcie powiedzieli o warunkach, w jakich żyją Indianie, ten wizerunek poważnie by ucierpiał – przewiduje Maté.
Kryzys w Attawapiskat ujrzał światło dzienne w trakcie kampanii toczącej się na rzecz zniesienia Indiańskiego Aktu (Indian Act), dokumentu, który niedawno obchodził 140. rocznicę swego podpisania, dającego centralnemu rządowi Kanady władzę nad większością aspektów życia w rezerwatach First Nations. – Samobójstwa w Attawapiskat – oraz aż nazbyt wiele innych kryzysów w tym kraju – biorą się z biedy i desperacji będących konsekwencją Indian Act – uznał regionalny wódz z Ontario, Isadore Day, jeden z licznych autochtonów domagających się rewizji prawa, wprowadzenia indiańskich samorządów i zasady samostanowienia dla Indian. – Podpisując tamte traktaty nasi przodkowie zamierzali podzielić się po równo ziemią i jej bogactwami. Nie przewidzieliśmy, że nowi Kanadyjczycy wygonią nas do rezerwatów.
Apartheid po kanadyjsku
Pod koniec lat 40. południowoafrykańscy urzędnicy odwiedzili Kanadę, by przyjrzeć się tutejszemu systemowi rezerwatów i szkolnictwa dla Indian. Obserwacje zastosowali później w domu realizując politykę apartheidu. – Kanadyjski Indian Act oznacza apartheid – podsumowuje Day. Dokument ten stworzył warunki, w których stanowiący ledwie cztery procent populacji autochtoni dostarczają połowy nieletnich wychowanków opiece społecznej, prawie czwartą część więźniów zakładom karnym i nieproporcjonalnie duży odsetek kobiet zaginionych bądź zamordowanych. – Trzeba nam stworzyć nową rzeczywistość, w której nasz rząd zasiądzie do rozmów z kanadyjskim rządem i zostanie przez niego uznany – twierdzi Day, przyznając, że zmiana ta nie zajdzie szybko.
To przeświadczenie podzielają mieszkańcy Attawapiskat, gdzie już tak wielu wolało odebrać sobie życie niż stawić czoła przyszłości. Z powodu wprowadzenia stanu wyjątkowego wspólnota otrzymała ostatnio wsparcie, jednak Shisheesh z przykrością myśli o chwili, gdy fala współczucia dla Indian opadnie, a urzędnicy zajmą się jakimś innym kryzysem w innej części Kanady. – Co tu się będzie działo za 30 dni? – martwi się wódz.
Odpowiedź na to pytanie rzeczywiście brzmi niepokojąco. Attawapiskat nie może pozwolić sobie na kolejne próby samobójcze. – Nasza przyszłość umiera – stwierdza Shisheesh. – Nie chciałbym stracić tej przyszłości.

Laurence Mathieu-Leger, Ashifa Kassam

Indianie nie tworzą jakiejś jednolitej i zwartej grupy, lecz rozpadają się na liczne plemiona i szczepy, żyjące w rozproszeniu i posługujące się nierzadko odmiennymi narzeczami. Kanadyjscy demografowie i statystycy doliczyli się 562 różniących się między sobą grup indiańskich
Grupa Pacyficzna (Wybrzeże Oceanu Spokojnego i Góry Nadmorskie)
Saliszowie Nadmorscy (Saliszowie Wybrzeża, Coast Salish w tym, m.in.: Nanaimo, Squamish, Tsawwassen), Haida, Koskimo, Okanagan, Tsimshian
Grupa Preriowa
Anishinabe (Odżibuejowie, Ojibwa),  Czarne Stopy (Blackfeet), Chipewyan, Kainah (Blood), Nakoda (Assiniboine), Okanagan, Peigan, Kri Prerii (Prairie Cree), Odżibuejowie Prerii (Prairie Ojibwa), Siksika (Blackfoot), Siuksowie (Sioux), Stoney, Tasttine (Bobry, Beaver), Tsuu T’ina (Sarcee),
Grupa Lasów Północno-Wschodnich
Kri (Cree), Innu (Montagnais i Naskapi), Ojibwe (w tym: Mississauga, Ottawa (Odawa), Saulteaux)
Grupa Regionu Atlantyckiego
Beothuk (wymarli), Innu (Labrador), Maliseet (Malecite), Mikmakowie (Mi’kmaq, Micmac), Passamaquoddy
Grupa Doliny św. Wawrzyńca
Algonkinowie (Algonquin), Irokezi (w tym: Cayuga, Mohawk, Oneida, Onondaga, Seneca, Tuscarora), Delaware, Ongniaahra, Tobacco, Huroni
Grupa Arktyczna
Dene, Chipewyan, Sahtu, Slavey, Tli Cho

Z ogólnej liczby 2217 (inne źródła mówią o 2263) rezerwatów o łącznej powierzchni 24 tys. km2 wiele znajduje się w dalekich, mało jeszcze dostępnych obszarach kraju. Tam też najdłużej zachowują Indianie zwyczaje i autentyczne formy swej kultury.
Większość to całkiem odrębne grupki, liczące czasem po kilkunastu osobników. Narzeczami indiańskimi posługiwało się w 1961 roku 167 tys. osób, czyli tylko 68,7% Indian używało na co dzień mowy swych przodków.
Żyjąc w rezerwatach, korzystają Indianie z szeregu przywilejów: nie płacą żadnych podatków, korzystają z bezpłatnej opieki lekarskiej, w zimie otrzymują bezpłatnie żywność. Indianina żyjącego w rezerwacie nie można skarżyć o długi, za swoje zobowiązania nie odpowiadają. W praktyce oznacza to, że Indianinowi z rezerwatu nikt nie udzieli kredytu i nie pożyczy pieniędzy. Ograniczenia te wynikają już z samej zasady, że Indian traktuje się jako niepełnoletnich, a tłumaczą się również pewnymi odmiennościami ich charakteru, w szczególności ogólnym niedocenianiem wartości materialnych.
Jeszcze w połowie XX wieku Indianie nie mieli prawa głosować ani do parlamentu federalnego, ani do przedstawicielstw prowincjonalnych. Nie wolno im sprzedawać alkoholu.

W sąsiedztwie miast życie Indian z trudem tylko opiera się wpływom technicznej cywilizacji. W wielu miastach widzi się już indiańskich robotników, zatrudnionych na budowach, w zakładach przemysłowych, gdzie wykazują niezłe uzdolnienia. Niektórzy Indianie angażują się w lecie jako robotnicy sezonowi i powracają na zimę do swych rezerwatów.
Ślady dawnych gospodarzy kraju przetrwały przede wszystkim w licznych nazwach geograficznych – nazwach miejscowości, rzek i jezior. Słowo Kanada (Canada) też pochodzi od wyrażenia indiańskiego „kanata”, oznaczającego osadę. Natomiast spuścizna kulturalna kanadyjskich Indian nie jest bogata. W rezerwatach położonych w pobliżu miast odrębności Indian zacierają się. Starsi mówią jeszcze swymi narzeczami, lecz dzieci uczą się w szkołach języka angielskiego, który dla wielu staje się językiem potocznym. Według statystyki z 1961 roku 68,7% (około 167 tys.) Indian posługiwało się jeszcze językiem swych przodków. Odpowiada to w przybliżeniu liczbie Indian żyjących w rezerwatach. Ustawa Indiańska – Indian Act z 1951 roku – stawia sobie za cel uaktywnienie Indian, wciągnięcie ich do współpracy i współodpowiedzialności w zakresie programowania i zaspokajania potrzeb przez udział ich przedstawicieli w Urzędzie Spraw Indiańskich. W styczniu 1958 roku generalny gubernator powołał do senatu reprezentanta ludności indiańskiej z plemienia Czarne Stopy. W pracach parlamentu brał on udział jako senator James Gladstone.
Coraz więcej Indian garnie się do własnych szkół, w których mają też własnych nauczycieli. Gdy zechcą, mogą korzystać ze szkół publicznych – ogólnych i zawodowych. W 1961 roku na 45 tys. indiańskich dzieci uczęszczających do szkół, ponad 12 tys. chodziło do szkół nieindiańskich. W tym samym roku spośród młodzieży indiańskiej 443 chłopców i dziewcząt uczyło się w średnich szkołach zawodowych, a 26 studiowało już na kanadyjskich uniwersytetach.
W latach sześćdziesiątych wielki rzecznik indiańskich rewindykacji w Kanadzie, wódz z któregoś rezerwatu prowincji Quebec, Gros Louis, publicznie domagał się zwrotu całej Kanady Indianom, jedynym prawnym jej mieszkańcom. Zaproszony na przyjacielską dyskusję z pewnym politykiem z Kanady francuskiej, wcale nie dał się speszyć ironicznym pytaniem: „Skoro domagacie się Kanady, no to, powiedzmy, co zrobicie z białymi?”, ale odpowiedział: „Umieścimy ich w rezerwatach”.

wiki, wigwam

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.