“Alea iacta est!”

„Z przykrością stwierdzam, że nasze troski pogłębiły się. Przez dwa lata przyjęto w sumie 13 ustaw, które naruszają niezależność sędziów. Wspólnym mianownikiem jest polityczna kontrola jednej partii nad całym sądownictwem. Komisja robiła wszystko, aby poznać sytuację w Polsce. W tym roku dialog z Warszawą w ogóle nie miał miejsca. My jesteśmy gotowi do takiego dialogu. 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu.“
Frans Timmermans, 20.12.17 (za wPolityce.com)

„W naszej ocenie decyzja KE jest sprzeczna zarówno z literą jak i z duchem Traktatu Lizbońskiego. Mówiąc krótko KE nie ma prawa ingerować w tę sferę, jaką jest jest wymiar sprawiedliwości, to jest domena suwerennych państw narodowych (…)
Artykuł 7, to nie jest procedura sankcyjna. Do uruchomienia sankcji potrzebna jest jednomyślna zgoda Rady Europejskiej, a tej jednomyślności nie będzie (…)
Te same decyzje, działania, które uchodzą na sucho rządom zachodniej Europy, zwłaszcza rządom mocarstw europejskich, jak Niemcy, czy Francja, w przypadku mniejszych państw, zwłaszcza nowej Europy bywają przyczyną ustawiania nas pod pręgierzem.“
Wicepremier Jarosław Gowin, 20.12.17 (za wPolityce.com)

“Alea iacta est!”

Frans Timmermans

W Brukseli “kości zostały rzucone” i w nowy rok Polska wchodzi w stanie poważnego konfliktu z UE. To znaczy, kolejnej, pogłębionej jego fazy – bo sam konflikt zaistniał w momencie podjęcia przez rząd PiS głębokiej reformy państwa, przyjęcia nowej wizji polskich interesów oraz ich prymatu w relacjach z UE. Grzegorz Schetyna, formułując swój program powrotu do władzy w oparciu o “ulicę i zagranicę” nie pajacował (jak czynili to Petru z Kijowskim), lecz twardo wskazywał na aktywa przegranego obozu “liberalnej demokracji”, uznającego stan Polski jako “państwa teoretycznego” za rzecz normalną i akceptowaną. Wybory 2015 roku naruszyły porządek rzeczy, ustalony dużo wcześniej, niż rozpoczęto negocjacje w Magdalence. Nie ma tu miejsca na żarty, ale filmowy opis interwencji “obcych” oddaje pewien stan rzeczy: “kiedy politycy PiS zajęci byli swoimi sprawami, z oddali obserwowały ich umysły chłodne i bezwzględne, które patrzyły na ich kraj okiem zawistnym, kreśląc swe wrogie plany w sposób pewny i nieubłagany!”
W dniu podjęcia przez KE tej decyzji jest oczywiście za wcześnie na głębsze oceny. Bruksela (czyli Berlin i Paryż) najwyraźniej uznały, iż pora na twarde skontrowanie polskiej “nieliberalnej demokracji”.
Dwa powyższe cytaty, sformułowane na gorąco jeszcze w środę, 20 grudnia, oddają dosyć dobrze skalę mentalnej rozbieżności w rozumieniu pozycji obu stron. Taktyka przyjęta przez Warszawę, pomijania w zasadzie milczeniem brukselskiej krytyki i realizowanie polityki faktów dokonanych, w oparciu o silne poparcie wewnętrzne dla rządzącej partii najwyraźniej okazała się chybiona. Zmiana na stanowisku premiera w oczywisty sposób nie mogła już w ostatnich dniach niczego odwrócić. Dla liberalnej lewicy w samej rzeczy zmiana personalna w rządzie PiS niczego nie zmienia, zwłaszcza iż premier Morawiecki natychmiast po pierwszej wizycie w Brukseli dosyć twardo zdefiniował polskie stanowisko względem zagranicy: “Polska nie jest petentem.”
Czy poza twardą postawą na zewnątrz polski premier ma jednakże wystarczające argumenty, z którymi będzie w stanie nawiązać poważną debatę z czynnikami decyzyjnymi w Unii? Na to chyba liczy kierownictwo PiS.
Jest to oczywiste, iż politycy PiS oraz jego eksperci – jak Jacek Saryusz-Wolski – będą z jednej strony znaczenie decyzji KE minimalizować, a z drugiej oskarżać opozycję o używanie “zagranicy” do walki politycznej wbrew większości Polaków. Najbliższe sondaże dadzą pożywkę do rozmaitych spekulacji i propagandowej wojny domowej.
Dla opozycji radosne przyjęcie interwencji Brukseli będzie kosztownym błędem. Kochających PiS bezintersowną miłością nie ma w Polsce zbyt wielu. Ale jest wiele osób, które obecny rząd popierają, widząc płytkość i programowe bagno “totalnej” opozycji, która nie przedstawia żadnych konkretnych propozycji, poza pragnieniem “aby było tak, jak było”. Krytyka Polski zza granicy może w Polakach obudzić ducha oporu. Trudno powiedzieć, na ile polską specyfikę rozumieją “eksperci” doradzający Timmermansowi w Brukseli; na pewno nie usłyszą o niej od ludzi typu Petru, Boniego czy Rosy Thun, bo i skąd akurat ci mieliby polską tradycję rozumieć. Oni tak bardzo chcą być Europejczykami, że interesy polskie są dla nich jakąś tubylczą mrzonką, zawsze drugorzędną wobec interesów metropolii. Ale większość ludzi, która na co dzień polityką się nie zajmuje, a interesuje się pracą i perspektywami polepszenia bytu, odbierze groźbę sankcji za atak na swój dobrobyt.
“Dyktat” z Brukseli będzie odebrany jako atak na gospodarczą podmiotowość Polski, na socjalny program – owo 500+, które opozycja zlekceważyła i wyśmiewała.
Czas dany opozycji na “normalizację” i powstrzymanie państwa PiS “własnymi rękami” najwyraźniej minął. Kabaretowe pucze nie mają już znaczenia. Dziś “zagranica” sama zasiada do stołu, z całym wachlarzem rządań. Które z nich są do negocjacji? To będzie zależało od umiejętności Premiera Morawieckiego i determinacji Prezesa Kaczyńskiego oraz od postawy samego społeczeństwa. Stawka jest wysoka.

WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.