Wiedeń 1683

Nie zdążyłem z artykułem na kolejną rocznicę jednego z najważniejszych wydarzeń w historii nowożytnych dziejów Polski (o Europie nie wspomnę, boć to dziś nacjonalizm z szowinizmem i rasizmem anty-islamistycznym połączony!!!!). Czas wspomnieć Bitwę pod Wiedniem. Mea culpa. Maxima culpa.
Zanurzamy się po szyję w bieżące problemy polityczne, “ciągamy za brody” po staropolsku, bierzemy się nieomal na pałasze – (PADuda czy Prezes JK) – lecz nie analizujemy dziejów naszych. A to klucz do naszej przyszłości.
No more history! Why?! Bo tak nas uczą “poprawni inaczej!”?
Wspaniałe, acz trudne są losy owej, dziś odległej na trzy stulecia z okładem, niesamowitej w swej konstrukcji i ideologii Rzeczypospolitej Narodów. Zaistniała przed Jeffersonem i Washingtonem, przed Schumanem i Monetem! My to uczyniliśmy – My, Obywatele Rzplitej!!!
Tak, to była owa pierwotna “Unia” narodów Europy. Po Karlstadzie, my – w Krewie i Lublinie. Unia Wolnych Narodów! Nie pozwólmy, aby to poszło w zapomnienie.
Negocjowana, ustalana – nie na polach bitew, lecz na arenie sejmów i zgromadzeń. Demokratyczna – na warunki owych czasów. Ktoś to pojmie, ktoś zauważy?!
Jeśli nie my sami, to kto? Jeśli nie dziś, kiedy Europa trzeszczy w posadach – kiedy?
Nasza praca polega na prostym obowiązku – musimy odpierać zarówno wrogie zakusy, jak i ‘domowe’, z głupoty wyrosłe, jednakoż groźne dla naszej egzystencji narodowej, mitologie czy ‘duchowe’, puste, uniesienia.
Postaram się nadrobić dla Szanowych Czytelników to opóźnienie, nie obiecuję jednak laurki.
***
Bitwę pod Wiedniem znamy z lekcji historii, a może także z programów telewizji. Niestety, filmowej epopei, fabularnej wizji godnej choćby “Krzyżaków” czy “Pana Włodyjowskiego” – na których kształciliśmy naszą historyczną świadomość w latch PRL – jak nie było, tak nie ma!!! ( http://www.filmweb.pl/video/zwiastun/nr+1-29039 )
12 września Roku Pańskiego 1683 uderzenie 20-tysięcznego korpusu husarii rozbiło turecką armię oblężniczą Kary Mustafy i uwolniło na zawsze stolicę Cesarstwa (Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego, datowanego od Karola Wielkiego) od tureckiego niebezpieczeństwa.
Mobilizacja wojska, transport ludzi i sprzętu, zabezpieczenie materiałowe kampanii, przygotowanie planu bitwy oraz sama szarża uznawane są za osiągnięcie najwyższej klasy w całej historii wojskowości. Była to bez jakichkolwiek zastrzeżeń bitwa kluczowa dla dziejów całego kontynentu. Doszło bowiem nie tylko do militarnej konfrontacji politycznych rywali, lecz do starcia cywilizacji.

W rozważaniach na temat bitwy pod Grunwaldem wyraziłem opinię, iż jednym z problemów naszej historiografii jest pisanie o przeszłości Polski przez pryzmat rozbiorów. Upadek Rzeczpospolitej pod koniec XVIII wieku stanowi swoisty filtr, przez który sączy się światło naszych dziejów ojczystych. Docierający do nas obraz deformuje w specyficzny sposób wiedzę o tym, co się ostatecznie z naszym państwem stało. Widać to doskonale właśnie w przypadku naszej największej wojennej wiktorii – zwycięstwa pod Wiedniem.
Czy warto było ratować Austrię, skoro to ta sama Austria przyłożyła, sto lat później, rękę do pierwszego i trzeciego rozbioru? Czy warto było walczyć z Turcją, skoro żadnych konkretnych sukcesów ani sama bitwa, ani późniejsze zmagania Rzplitej nie przyniosły? Pokolenia historyków, oddając cześć militarnemu geniuszowi Jana III Sobieskiego, podważają mniej lub bardziej zdecydowanie polityczną mądrość króla. A rzesze studentów wynoszą z wykładów obraz zgnuśniałej już wówczas Rzeczpospolitej, która dawała się omotać mirażom antytureckich krucjat, oraz intrygom Watykanu, kiedy inni wzmacniali się na rozpadzie tureckiego imperium. Byliśmy jak ten przysłowiowy “Murzyn”, który zrobił swoje, i nikt mu za wysiłek nawet nie podziękował.
Zła to tradycja
Tradycja to jednakże, można powiedzieć, starej daty. Kampania minimalizowania zasług Polaków i samego króla Jana III rozpoczęła się nieomal nazajutrz po bitwie. Cesarz Leopold robił wszystko, aby to na niego spływała gloria “Obrońcy Chrześcijaństwa”. Odbijane w setkach egzemplarzy sztychy, na których umieszczano zwycięskich dowódców sławnej bitwy, pomijały historyczną dokładność i dbałość o prawdę. Polskiego wodza koalicji lokowano gdzieś z boku, a na pierwszy plan wysuwano postać cesarza, do tego z laską głównodowodzącego, co było jawnym łgarstwem.

Sam zaś cesarz, spotkawszy się zaraz po bitwie z Sobieskim, obraził go poważnie, odmawiając odpowiedniego pozdrowienia syna królewskiego, Jakuba, co było bolesnym afrontem dla bardzo dbającego o honor swego (świeżej daty) królewskiego domu, Jana III. Powoli też w historiografii europejskiej lansowano tezę, iż sam udział Polaków był marginalny, a główne zasługi poniósł książę Karol Lotaryński.
Dlatego też poświęcimy trochę uwagi kilku epizodom sprzed trzech wieków, które pozwolą nam lepiej docenić zarówno samą kampanię wiedeńską, jak i politykę zagraniczną Jana III Sobieskiego. Zarzuty braku politycznej mądrości, wizji czy determinacji są krzywdzące i dla samego władcy, i utrwalają w nas bardzo szkodliwy nawyk oskarżania się samemu o brak politycznego rozumu.
Francuski spisek
Charakterystyczną cechą sytuacji politycznej w Europie tych czasów była dominująca pozycja Francji pod długoletnimi rządami Ludwika XIV. Polityka francuska “rozdawała” wówczas karty w Europie, budowała i rwała alianse, w zależności od własnych interesów. Polska była częścią europejskiej szachownicy, ale z punktu widzenia Paryża polskie interesy znaczyły niewiele.
Paradoksalnie, kiedy Jan Sobieski obejmował tron polski, Ludwik XIV traktował to jako osobisty sukces, widząc na tronie w Krakowie swego zdeklarowanego zwolennika. Tak zwane stronnictwo francuskie święciło w Polsce triumf. Jego dowodem był zawarty w czerwcu 1675-go roku traktat w Jaworowie; pojawiły się plany dosyć egzotycznego sojuszu Francji, Polski i… Szwecji, który zagrażałby skonfliktowanej z Paryżem Brandenburgii. Polska miała na tym aliansie zyskać Prusy Książęce. Zanim jednak co do czego doszło, Francja rozpoczęła nową grę, obliczoną na poważne osłabienie Austrii. Francuzi zawarli sojusz z Turcją. Tu oczywiście wspólne interesy się rozeszły, gdyż Turcja okupowała od pokoju w Buczaczu (z 1672 roku) rozległe tereny Podola. Mimo prób dyplomatycznych, o zwrocie przez Turcję twierdzy w Kamieńcu ani reszt ziem mowy być nie mogło.

cdn.

WMWojnarowicz

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.