”Fok precz!!!”


Kapitan może być tylko jeden. Nie tylko na łodzi, ale i w polityce obowiązuje zasada, iż boss ma zawsze rację. Przewodniczący PO, Schetyna w zasadzie nie miał wyboru. Wyrzuceni z partii politycy otwarcie zakwestionowali jego kompetencje przywódcze, choć każdy z nich to nieco inna bajka. Żałosnej postaci ‘Misia’ Kamińskiego brakować będzie jedynie Ewie Kopacz. Jacek Protasiewicz, poza ordynarnym zachowaniem na niemieckim lotnisku, oraz zdradą swego długoletniego politycznego promotora za stanowisko, niczym specjalnym nie zasłynął. Stanisław Huskowski to postać bardziej wartościowa i usunięcie go PO zaboli, gdyż wyleciał za mówienie tego, co i tak wszyscy na Dolnym Śląsku sądzą.  Huskowski wpisał się jednakże, chcący czy nie, w kąśliwą narrację byłej Pani Premier. Lokalny działacz z lubuskiego ma najgorzej, bo nikt go nie kojarzy, zatem jemu akurat będzie trudno znaleźć sobie nowe miejsce ‚u stołu’.
uid_60b1431b6cba9274c68e60e712d4061f1469020849183_width_633_play_0_pos_0_gs_0_height_355Wyrzucona trójka zapewne w polityce pozostanie, albo przechodząc do Nowośmiesznej, albo… zaczynając otwartą frondę, stając na czele PO bis. To drugie rozwiązanie może być bardziej prawdopodobne, gdyż nikt nie ma wątpliwości, kto naprawdę w Platformie kopie dołki pod “Grzesiem”. Usunięcie Grabarczyka czy Ewy Kopacz byłoby jednak wizerunkowo trudne, ale jeżeli sami odejdą, stracą jakąkolwiek siłę.
Polska polityka ma swoje ustalone od ćwierćwiecza schematy. Buntownicy czy dysydenci, raz znalazłszy się poza burtą macierzystej formacji, mają krótki polityczny żywot, z reguły do następnych wyborów. Wynika to z logiki medialnej – buntownik wewnątrz partii, wypowiadając się na jakiś temat wbrew kierownictwu tworzy ‘newsa’, jest atrakcyjny, ale wyrzucony – who cares?! Stąd takie szybkie końce rozmaitych inicjatyw, politycznych bytów kanapowych, których nazwy będą jedynie zmorą przyszłych studentów – PJN, Polska Razem, Polska plus, Europa plus itp. Palikot, Kalisz, Poncyliusz, Dorn, Rokita …
Schetyna najwyraźniej podziela filozofię Prezesa JK. Twarda ręka Kaczyńskiego w stosunku do licznych buntowników w PiS okazała się dla jego formacji dobrodziejstwem. Odeszli słabi, chwiejni, a reszta formacji wie, czego nie robić. Powrót Ziobro czy Kurskiego na łono partii jest także poglądowe. To taki filmowy pocałunek ręki ojca chrzestnego. Ukorzenie się daje im pozycję ale zabiera samodzielną wiarygodność. Te zaś “odrzuty” z PiS, które zasiliły ministerialne szeregi PO, specjalnego zysku tej formacji nie przysporzyły.
Przyjęcie Kamińskiego do Nowośmiesznej jest zresztą mało prawdopodobne, nawet Petru kojarzy, iż branie balastu obciążonego klęską lub aferami nie jest mu potrzebne, zepsułoby zresztą obraz “nowej” formacji, bo wszak nikomu nie chce się pamiętać, ile tych jego “nowych twarzy” to sierotki po UD. Protasiewicz poza PO to karta bita. Jedynie Huskowskiego szkoda, ale nie po raz pierwszy Schetyna pozbywa się wartościowych samorządowców z Dolnego Śląska. Swego czasu uderzył w prof. Andrzeja Łosia, bo ten okazał się… człowiekiem z kręgosłupem.
Dlatego też jakiś rozłam w PO jawi się wielu jako naturalna konkluzja procesu wewnętrznej walki o schedę po Tusku. Schetyna może liczyć na dobrowolny odpływ tych, którzy w zasadzie i tak są przeciw niemu. Kiedy jednak taka potencjalna PO bis z Kopacz lub Grabarczykiem zaatakują go z zewnątrz, będzie można ich wskazać jako nierozumnych egoistów, stających w jednym szeregu z tym potwornym PiSem. Wszak już dziś, kiedy Petru umiejętnie i cynicznie przyciął reprezentację PO w komisji śledczej ds “Amber Gold” do jednego posła, Schetyna oskarżył go o paktowanie z diabłem. Bo “kto atakuje PO, staje w jednym szeregu z PiS!” Ta mająca zacząć prace od września komisja musi być dla strategów PO wielkim bólem głowy. Wszak to komisja śledcza pogrzebała rząd Leszka Millera i w zasadzie skończyła SLD. Na kłopotach Platformy w rozliczaniu przekrętu “Amber Gold” skorzystać może nie tylko Prezes JK, mierzący w polityczny mit Donalda Tuska jako najlepszego premiera III RP, ale także cała reszta opozycji, która na razie poza medialnym poparciem, nie ma jakiejkolwiek realnej siły dla zajęcia miejsca PO na scenie krajowej, o regionach nawet nie wspominając.
Schetyna zdaje sobie sprawę, iż do wieszczonej tak ochoczo przez przeciwników i publicystów, śmierci Platformy daleka droga. Sondażami można sobie plakatować toalety, dzisiejsza popularność rządzących jutro może ulecieć jak poranna mgiełka, a do wygrywania wyborów potrzebne są struktury lokalne. To znaczy – lojalne struktury lokalne.
Na powyższej prawdzie opiera się dalekosiężna kalkulacja Schetyny. Na dziś PO wygląda jak łajba po sztormie. Część załogi szuka szalupy. Ale Schetyna już wie, że żadne marsze ani happeningi, prowadzone przez faceta z kucykiem, żadne też wizytacje europejskich biurokratów nie wpłyną ani na pozycję rządu, ani na sympatie elektoratu. Celem jest konsolidacja przywództwa oraz stworzenie z Platformy może mniejszej, ale bardziej sterowalnej i skuteczniejszej maszyny do przyszłej konfrontacji. “Leaner but Meaner” – to zapewne koncepcja Schetyny dla jego partii na trudne, najbliższe lata. W tej koncepcji publiczne fochy ‘Misia’, miny Ewy K., listy do aktywu Huskowskiego, ani żadne inne demonstracje niezależności nie będą tolerowane.
WMW

Related News

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

COPYRIGHT 2014 ZYCIE PUBLISHING SERVICES. ALL RIGHTS RESERVED.